• Czwartek, 30 maja 2024
X

MANPADS na świeczniku. Wzrost zainteresowania zestawami bardzo krótkiego zasięgu

Wprowadzenie do wojsk przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych, znanych szeroko pod skrótem MANPADS (Man-Portable Air-Defense System), zapewniło nawet małym pododdziałom skuteczniejszą niż artyleria przeciwlotnicza obronę przed środkami napadu powietrznego. Po okresie dynamicznego rozwoju w trakcie zimnej wojny, epoka konfliktów asymetrycznych przyniosła spadek zainteresowania ręcznymi zestawami. Konflikt rosyjsko-ukraiński odmienia ten trend i co ciekawe, swoje istotne w nim miejsce na zachodnich rynkach może mieć polski Piorun.

Pięć dekad z MANPADS

Wielu początki ręcznej rakietowej broni przeciwlotniczej upatruje w zestawie Fliegerfaust z opracowanego pod koniec II wojny światowej arsenału III Rzeczy. Współcześnie znane nam rozwiązania, opierające się o strzelanie z ramienia operatora (ewentualnie z zestawu z kolumienką) pociskiem kierowanym datować należy niewiele później. W końcu lata 50. XX wieku Amerykanie rozpoczęli prace nad przenośnym przeciwlotniczym systemem rakietowym naprowadzanym na podczerwień (IR), który w 1965 roku wprowadzono do wojsk pod nazwą FIM-43A Redeye. W pracach pomogły rozwiązania znane z większych rakiet lotniczych jak AIM-9 Sidewinder oraz zastosowanych w nich głowic samonaprowadzających. Sowieci wiedzieli o takich projektach, dlatego decyzją rządową z 1960 roku rozpoczęli prace nad własnym jego odpowiednikiem, zestawem 9K32 Strzała-2 (uzupełniającym samobieżny zestaw Strzała-1), przyjętym formalnie do uzbrojenia w 1968 roku.

Te dwa rozwiązania reprezentowały uniwersalną metodę kierowania pociskiem, stosowaną do dnia dzisiejszego, czyli naprowadzanie na podczerwień. W którym na tle otoczenia dominują wyróżniające się elementy celu, mowa przede wszystkim o rozgrzanych układach napędowych (i spalinach) statków powietrznych, a nawet nagrzewająca się struktura płatowców. Wkrótce pierwsze przenośne zestawy przeciwlotnicze trafiły na pole bitwy, do Wietnamu i na Bliski Wschód. W klasycznym konflikcie zbrojnym, którym była wojna „Yom Kippur” z października 1973 roku, według rosyjskich danych, Strzała-2 zestrzelić miała 23 izraelskie samoloty, ze średnią efektywnością prawie 0,2. Nie był to może współczynnik imponujący, ale pierwsza generacja MANPADS w największym stopniu musiała mierzyć się choćby z niedoskonałością detektorów w głowicy samonaprowadzającej. W tym czasie w ZSRR przyjęto już do uzbrojenia zmodernizowaną wersję Strzała-2M, a w 1974 roku Strzałę-3. Na początku lat 70. w ZSRR zapoczątkowano również prace nad rodziną przenośnych zestawów przeciwlotniczych Igła. Wkrótce także Amerykanie rozpoczęli prace nad przyszłym FIM-92 Stinger. Chociaż w RedeyeStrzaleIgle czy późniejszym Stingerze zastosowano naprowadzanie IR, to trochę inną drogą poszli z kolei Brytyjczycy ze swoim zestawem Blowpipe. Zastosowano w nim metodę przesyłania drogą radiową komend korygujących do wystrzelonego pocisku przez operatora. Pocisk taki mógł więc atakować jedynie cel widziany przez strzelca. Blowpipe pojawił się w wojskach w 1975 roku i zapoczątkował oryginalną jednak pod względem zastosowanych rozwiązań linię brytyjskich MANPADS.

Wprowadzenie do linii ręcznych zestawów przeciwlotniczych zbiegło się w czasie z upowszechnieniem wyspecjalizowanych śmigłowców szturmowych – istotnego czynnika w systemie rażenia pancerno-zmechanizowanych wojsk obu stron potencjalnego konfliktu – Układu Warszawskiego i NATO. Kolejne lata przyniosły poprawę wydajności mikroelektroniki, ale i wprowadzenia coraz doskonalszych, tym razem już chłodzonych detektorów IR. W okresie zimnej wojny, szczególnie w latach 80., po obu stronach najważniejszej potencjalnej linii frontu było już bardzo duże nasycenie ręcznymi rakietowymi środkami przeciwlotniczymi. W amerykańskiej dywizji ciężkiej typu 86 zespołów z zestawami FIM-92 Stinger było 72 w czterech plutonach batalionu artylerii przeciwlotniczej, z kolei w sowieckiej dywizji strzelców zmotoryzowanych w różnych pododdziałach miało być 120 ręcznych zestawów Strzała lub Igła. Łącznie dawało to już tysiące przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych na europejskim teatrze wojny. Zresztą nie można zapominać o przykładzie afgańskim, gdzie aktywność lotnictwa radzieckiego została mocno zdezorganizowana i sprzętowo oraz kadrowo kosztowna, odkąd Amerykanie dostarczyli mudżahedinom Stingery (według USA, Stingery do 1989 roku zestrzelić miały 269 statków powietrznych). Zestaw ten stał się wręcz symbolem tej zastępczej wojny z lat 80., wsparcia obrońców zaawansowanym środkiem walki, jednocześnie bardzo przystępnym dla użytkownika, no i oczywiście bardzo skutecznym nawet tylko poprzez sam fakt jego występowania.

Upadek ZSRR w 1991 roku i generalnie odwilż polityczno-wojskowa w Europie, początkowo nie spowodowały, że MANPADS zniknęły z jednostek liniowych. W nowo powstałej armii rosyjskiej z ich posiadania absolutnie nie rezygnowano, NATO przecież na dekady pozostało najważniejszym oponentem w rosyjskiej strategii obronnej. A skoro NATO opierało się w swojej doktrynie o jakościowo wysoki czynnik dla uzyskiwania przewagi w środkach napadu powietrznego (co pokazała „Pustynna Burza” i operacje na Bałkanach w latach 90.), w rosyjskich dywizjach pozostały liczne Strzały i Igły. Co ciekawe, podobnie postąpiono w Polsce, przecież jeden z nielicznych na początku lat 90. strategicznych programów zbrojeniowych związany był właśnie z opracowaniem zestawu nowego pokolenia, przyszłego Groma.

Dużo zmian na Zachodzie wprowadziła „jelcynowska smuta” – upadek nie tylko finansowo-gospodarczy Rosji w latach 90. i zdolności jej klasycznego komponentu wojskowego (vide Czeczenia). Koniec lat 90. to także rozszerzenie NATO na wschód o Polskę, Czechy i Węgry (redukcja Bundeswehry oraz amerykańskiego komponentu wojskowego w Europie) i zaraz potem początek tzw. wojny z terroryzmem. Zachód na kilkanaście lat związał się z ukierowaniem wysiłku na przygotowania i prowadzenie asymetrycznego konfliktu zbrojnego w Iraku i Afganistanie, gdzie przeciwnikiem nie były wrogie samoloty bojowe czy śmigłowce, a co najwyżej niekierowane rakiety oraz granaty moździerzowe. Stąd z zachodnich sił zbrojnych co do zasady zniknęły z jednostek liniowych ręczne rakietowe zestawy przeciwlotnicze, a w zakresie obrony na bardzo krótkich dystansach przygotowywano się do odparcia ataków pokroju RAM (Rocket, Artillery, Mortar) głównie poprzez zaawansowane systemy artyleryjskie. Klasyczna rakietowa obrona powietrzna wyszła z wojsk ze szczebla brygada-dywizja, a opierała się o przydzielane środki (zestawy rakietowe krótkiego i średniego zasięgu) z wyspecjalizowanych brygad czy skrzydeł. Rosyjska agresja na Ukrainę w 2014 roku spowodowała, że w wielu armiach, a przede wszystkim w amerykańskiej, wezwano do szybkiego wprowadzenia ręcznych systemów do brygad bojowych (szkolenia żołnierzy z brygadowych zespołów bojowych w ramach Maneuver-Stinger).

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X