• Piątek, 3 lutego 2023
X

Niemcy sercem paneuropejskiej obrony powietrznej?

Przed rosyjską agresją na Ukrainę kwestia europejskiej wspólnej obrony powietrznej była czymś bardzo odległym. Po wybuchu intensywnego konfliktu na wschodzie Europy jako pierwsze tym tematem zajęły się Niemcy, ale marcowego przebąkiwania przez dłuższy czas nie przekuto w konkretne działania. Z rezerwą odniosły się do tego izraelskie i niemieckie ministerstwo obrony. Oprócz ogólnie rozumianego zagrożenia potencjalnym konfliktem z Federacją Rosyjską siłą sprawczą politycznych konsultacji są Iskandery (i nie tylko) rozmieszczone w Obwodzie Kaliningradzkim. To właśnie ten typ uzbrojenia przesądził o tym, że Niemcy zrezygnowały ze starań o pozyskanie izraelskiego systemu przeciwrakietowego Żelazna Kopuła (Iron Dome). Jaki jest obecny status realizacji programu, który z Berlina miałby uczynić dostarczyciela bezpieczeństwa dla państw Unii Europejskiej?

Dnia 29 września 2022 roku ministrowie obrony Beni Ganc i Christine Lambrecht rozmawiali o niemieckich planach pozyskania izraelskiego systemu obrony powietrznej Chec 3 (Arrow 3, Strzała 3). Nie są to pierwsze sygnały o planowanym wzmocnieniu obrony przed zagrożeniem ze strony Rosji. Kwestia pozyskania tego, a nie jakiegokolwiek innego systemu wydaje się być przesądzona na arenie wewnętrznej, a właściwe decyzje podjęto pod koniec sierpnia na konferencji w Koblencji. Ustalenia te zapadły podczas spotkania kanclerza Olafa Scholza z inspektorem generalnym Bundeswehry, gen. Eberhardem Zornem, dotyczącego wykorzystania specjalnego funduszu w wysokości 100 mld EUR na modernizację wojska. Osobną kwestią pozostaje wykonalność tego przedsięwzięcia.

Doktryna Scholza?

Kanclerz Olaf Scholz wygłosił 29 sierpnia na Uniwersytecie Karola w Pradze przemówienie, w którym podkreślił, że Niemcy w nadchodzących latach dokonają znacznych wydatków na obronę powietrzną. Najważniejsza jednak była próba przekazania innym krajom informacji, że Berlin gotów jest stanąć na czele grupy państw, które zbudują wspólny parasol bezpieczeństwa przed rosyjskimi środkami napadu powietrznego. Innymi słowy, Niemcy miałyby znaleźć się w sercu paneuropejskiej sieci obrony powietrznej. Szef niemieckiego rządu przedstawił odnowioną wizję dotyczącą obrony powietrznej UE, która nie będzie w pełni naśladować amerykańskiej, ale również miałaby być wielowarstwowa i przystosowana do zwalczania niemal wszystkich zagrożeń z powietrza. W zamiarach niemieckich sił powietrznych jest zbudowanie kompletnej architektury bezpiecznego nieba, określanej ideą „Niemieckiej Tarczy”. Wydaje się, że założenia planu, który nieformalnie można nazwać „Doktryną Scholza”, opierać się będą na dwóch filarach. Z jednej strony Niemcy dążyć będą do powstrzymywania Rosji przed postępami w ofensywie w Ukrainie, z drugiej zaś chcą zapewnić ochronę państw europejskich przed środkami napadu powietrznego, w tym pociskami balistycznymi przenoszącymi głowice jądrowe. Jeśli wspólnie opracujemy system obrony powietrznej w Europie, będzie on nie tylko bardziej wydajny i opłacalny. Byłby to także zysk w zakresie bezpieczeństwa dla całej Europy i znakomity przykład wzmocnienia europejskiego filaru w ramach NATO – powiedział wówczas Scholz.

Parasol bezpieczeństwa miałby wstępnie bazować na systemie obrony powietrznej Chec 3, który w Izraelu jest częścią wielowarstwowej struktury obrony powietrznej, a jeśli trafiłby do Niemiec – zanotowałby pierwszy sukces eksportowy. Główna część infrastruktury, w tym stacje radiolokacyjne, miałaby znajdować się w Niemczech. Natomiast państwa, które chciałyby przyłączyć się do inicjatywy musiałyby zaopatrzyć się w efektory. Byłoby to możliwe, gdyż korzystałyby z danych radarowych udostępnionych przez Niemców i byłyby wpięte w centrum operacyjne pocisków ziemia–powietrze (Surface-to-Air Missile Operations Center, SAMOC). Scholz jeszcze niedawno w tym gronie wymienił Polskę, kraje bałtyckie, Czechy i kraje skandynawskie. Struktura byłaby otwarta również dla innych chętnych. Dzięki temu europejski system obrony powietrznej byłby bardziej wydajny i opłacalny, niż gdyby każdy z krajów budował swoje jego odpowiedniki.

SAMOC odpowiadałoby za koordynację działań wszystkich środków przeciwlotniczych z jednego stanowiska dowodzenia. System pozyskany od Airbus Defence and Space określa się jako klasy BMC4I – Battle Management Command, Control, Communications, Computers and Intelligence (zarządzanie walką, dowodzenie, kontrola, komunikacja, komputery i wywiad). Otwarta architektura ma gwarantować łatwą integrację zarówno z istniejącymi, jak i nowymi systemami przeciwlotniczymi. Rozwiązanie to w 2018 roku zamówiły Węgry (poza NATO używa go Arabia Saudyjska). Zadaniem SAMOC jest zapewnienie wysokiego poziomu świadomości sytuacyjnej wszystkim podmiotom z niego korzystającym. Pozyskiwane dane są synchronizowane i ujednolicane, a później przesyłane łączami danych do jednostek niższych szczebli. SAMOC jest w pełni kompatybilny z innymi systemami dowodzenia NATO.

Tyle teorii. Praktyka jednak może zweryfikować czy wpięcie różnych systemów w strukturę dowodzenia będzie tak bezproblemowe, jak zapowiadają to specjaliści Airbusa. Tym bardziej, że będzie musiał poradzić sobie z koordynacją kilku systemów przeciwlotniczych jednocześnie, z rozwiązaniami od różnych dostawców i różnych krajów. Przykładowo norweski NASAMS to system dowodzenia firmy Kongsberg, ale już amerykański jest radar AN/MPQ-64 Sentinel, podobnie jak wyrzutnie z rakietami made in USA (Sidewinder, AMRAAM/AMRAAM-ER). Głęboka integracja systemu jest wyzwaniem technologicznym, ale wymaga także wielu zgód dotyczących informacji wysoce wrażliwych.

Obrona przed Iskanderami i rosyjską bronią atomową

Dla niejako chaotycznego poszukiwania odpowiedniej struktury obrony powietrznej ma znaczenie panujący w Niemczech strach przed rosyjskimi systemami rakietowymi, w szczególności taktycznymi pociskami balistycznymi i manewrującymi systemu Iskander. Odpalone z Obwodu Kaliningradzkiego mogłyby uderzyć w Berlin kilka minut później. Bundeswehra nadal nie ma przed nimi brony na wystarczającym poziomie. Poza tym umieszczone w Kaliningradzie mogą dotrzeć do celów w przeważającej części Europy. Iskandery dzielą się na pociski balistyczne 9M723 i manewrujące 9M729, z głowicami bojowymi o masie zawierającej się w przedziale od 480 do 700 kg. Są w stanie dolecieć na szacowaną przez ekspertów odległość 700 km (balistyczne) i 2500 km (manewrujące).

Iskandery prawdopodobnie będą mieć kluczowe znaczenie dla wszelkich rosyjskich prób zarządzania eskalacją lub zamiarem zakończenia wojny poprzez groźbę uderzenia w infrastrukturę krytyczną w niemal całej Europie. Celność pocisków (CEP) ma wynosić do około 5 do 70 m, co ma znaczenie w przypadku uderzeń głowic konwencjonalnych. Pociski mogą przenosić tzw. amunicję specjalną dla operacyjno-taktycznego systemu rakietowego Iskander-M, pod tą nazwą nie kryje się nic innego, jak taktyczna broń jądrowa, w tym przypadku z głowicami o mocy od 5 do 50 kT.

Chec 3 jest zdolny do przechwytywania pocisków balistycznych średniego/dalekiego zasięgu w końcowej fazie ich lotu poza atmosferą ziemską (ponad 100 km) i w zasięgu do 2400 km. Dwustopniowy, rakietowy pocisk przechwytujący wykorzystuje głowicę kinetyczną EKV (Exo-atmospheric Kill Vehicle), trafiającą bezpośrednio w cel. Zwalcza międzykontynentalne pociski balistyczne, lecące na bardzo dużych wysokościach i z ekstremalnie dużymi prędkościami. Uderzanie w nie poza atmosferą zapewnia dodatkowy stopień bezpieczeństwa w przypadku przenoszenia przez pociski balistyczne głowic nuklearnych, biologicznych lub chemicznych.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X