• Czwartek, 30 maja 2024
X

O świcie 24 lutego 2022 roku Ukrainę obudziły wybuchy rakiet, a mieszkańców rejonów przygranicznych odgłosy wkraczających kolumn wojskowych. Rozpoczęła się rosyjska inwazja na pełną skalę. W niniejszym artykule zamiast kroniki działań wojennych przedstawiamy uogólnienia wynikające z działań bojowych.

 

„Wszyscy jesteśmy tutaj”

Jeśli chodzi o reakcję ukraińskiego przywództwa wojskowego i politycznego na agresję, należy odnotować, że prezydent Wołodymyr Zełenski wygrał wybory w dużej mierze dzięki hasłu zakończenia wojny: „Najważniejsze, żeby przestali strzelać”. Nawet jego przemówienia w przededniu wojny często zawierały uspokajające uwagi, że Rosja nie zaatakuje. Paradoksalnie, historia postawiła go na czele państwa prowadzącego pełnoskalową wojnę.

24 lutego prezydent Zełenski zajął zdecydowane stanowisko, odmawiając ewakuacji z Kijowa. Około 7 rano ogłosił wprowadzenie stanu wojennego na terytorium całej Ukrainy. Z kolei w historycznym wieczornym przemówieniu porwał Ukraińców do oporu, stwierdzając w otoczeniu najbliższych współpracowników: „Wszyscy jesteśmy tutaj, wszyscy jesteśmy w Kijowie, bronimy naszej Niepodległości, naszego Państwa. Tak będzie dalej.”.

We wszystkich obwodach utworzono administracje wojskowe. Ogłoszono powszechną mobilizację i szybko uformowano obronę terytorialną. W niektórych miejscach w pierwszych dniach po inwazji przybierało to formę rozdawania ludności broni prosto z ciężarówek – wystarczyło przedstawić paszport i numer identyfikacyjny (PESEL). Wszystkie drogi w kraju zostały natychmiast pokryte punktami kontrolnymi, w większości obsadzonymi przez ochotników. Tragicznym faktem jest, że w połączeniu z pogłoskami o rzekomym przemieszczaniu się grup sabotażowych w cywilnych samochodach lub karetkach pogotowia, doprowadziło to do wielu przypadków ostrzelania sił własnych. Generalnie jednak proces mobilizacji okazał się udany. W biurach zaciągu wojskowego ustawiały się kolejki, a zdecydowana większość społeczeństwa ukraińskiego była zdeterminowana, by stawić opór najeźdźcy. Mobilizacja objęła nie tylko Siły Zbrojne, ale także inne komponenty Sił Obrony. Ich skuteczność bojowa była różna, ale pozwoliły wypełnić luki. Jak powiedział dowódca jednego z batalionów zmechanizowanych: „Lepiej mieć na prawym skrzydle jednostkę obrony terytorialnej ze wsi Zaczepyliwka, a po lewej połączony oddział policji, niż mieć skrzydła w ogóle nieosłonięte.”.

Sprawna mobilizacja oznaczała, że nie doszło do oczekiwanego przez stronę rosyjską paraliżu organów administracji oraz łańcucha dowodzenia. Miało to decydujące znaczenie w załamaniu się kluczowego aspektu planu rosyjskiej operacji, który zakładał szybki rozkład Sił Zbrojnych Ukrainy i najwyraźniej przewidywał napotkanie tylko nieznacznego oporu. Tymczasem w prawie wszystkich ośrodkach miejskich napotkano zdecydowanie działające ukraińskie siły, które nie wahały się otwierać ognia, dzięki czemu zdołały powstrzymać próby wtargnięcia do miast. W ramach prowadzonej mobilizacji szybko uległy one wzmocnieniu.

 

Wojenna geografia

Analizując każdą wojnę nieuchronnie dochodzimy do potrzeby pewnego wojskowo-geograficznego podziału na strefy. W badaniu obecnej wojny rosyjsko-ukraińskiej kwestia ta nie została jeszcze ostatecznie rozwiązana. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy używa terminów „rejon operacyjny” (dla lądu) i „obszar operacyjny” (dla wód morskich). Wyróżnia dziewięć rejonów operacyjnych: wołyński, poleski, siwierski, słobożański, doniecki, mariupolski, tawrijski, piwdennobużski i besarabski. Uzupełniają je dwie strefy operacyjne – czarnomorska i azowska. Naszym zdaniem dla wygodniejszej i wizualnej analizy należy wprowadzić jednostki zagregowane, stosując dobrze znane z okresu drugiej wojny światowej pojęcie teatru działań wojennych.

Zgodnie z klasyczną definicją teatr działań wojennych (TDW) to pewne terytorium lądu z przyległymi do niego obszarami morza oraz powietrza, w którego obrębie planuje się działania wojskowe, a w czasie wojny działa częścią sił zbrojnych państwa (koalicji państw) w celu rozwiązywania zadań strategicznych z ogólnego planu wojny. TDW jest zwykle częścią teatru wojny. Klasyczną cechą TDW, wywodzącą się z drugiej wojny światowej, jest udział w działaniach wojennych dużych mas wojsk, tj. kilku grup armii lub frontów. Współcześnie zadania strategiczne może jednak rozwiązywać znacznie mniejsza liczba żołnierzy, co dobrze ilustruje wojna rosyjsko-ukraińska.

Przed rozpoczętą 24 lutego pełnoskalową rosyjską agresją istniał tylko jeden TDW, który nazwiemy wschodnim. Jest to strefa operacji połączonych sił, która obejmowała tereny obwodów donieckiego i ługańskiego, tj. rejony operacyjne doniecki i mariupolski według klasyfikacji SG SZU. Wraz z początkiem inwazji pojawiły się dwa kolejne TDW: północny (rejony operacyjne wołyński, poleski, siewierski i słobożański) oraz południowy (rejony operacyjne tawrijski, piwdennobużski i besarabski). Oczywiście rozróżnienie między tymi TDW nie zawsze jest jasne. Co więcej, zmieniają się one w czasie. Od drugiej dekady kwietnia słobożański rejon operacyjny coraz bardziej ciąży nie do północnego, ale do wschodniego TDW. Rozdzielenie tych trzech TDW jest jednak uzasadnione ze względu na cele strategiczne wyznaczone przez rosyjskie kierownictwo wojskowo-polityczne. Na wschodnim TDW takim zadaniem było dotarcie do granic administracyjnych obwodów donieckiego i ługańskiego, a w interpretacji rosyjskiej „konstytucyjnych granic” obu separatystycznych tworów. Zadanie to nie było pragmatyczne, lecz ideologiczne – pozwalało przedstawić „operację specjalną” jako akcję realizowaną w obronie „republik ludowych”. Najambitniejsze zadanie postawiono przed wojskami na północnym TDW – zajęcie administracyjnych i gospodarczych centrów Ukrainy, przede wszystkim Kijowa, ale także Charkowa, Czernihowa i Sum. Realizacja tego zadania postawiłaby Ukrainę na skraju klęski wojennej. Dla oddziałów operujących na południowym TDW postawiono zadanie najbardziej pragmatyczne z rosyjskiego punktu widzenia – przebicie lądowego korytarza na Krym (istotne wznowienie dostaw wody z Dniepru na Krymu przez Kanał Północnokrymski) oraz zajęcie Odessy.

Jednocześnie nie należy zapominać, że wojna toczy się również na tym terytorium Ukrainy, który nie jest częścią żadnego z trzech wymienionych TDW. Rosjanie przeprowadzają bowiem ataki pociskami balistycznymi i manewrującymi na infrastrukturę cywilną i wojskową położoną w głębi terytorium Ukrainy, bronioną przez ukraiński system obrony przeciwlotniczej. Prowadzone są tam kluczowe dla przebiegu wojny działania mobilizacyjne i logistyczne. Dlatego obok trzech TDW w ich klasycznym znaczeniu, można mówić także o czwartym, tj. wewnętrznym teatrze obrony.

 

Wpieriod Rossija!

Rosjanie budowali swoje działania na bazie batalionowych grup bojowych. W klasycznym przypadku walczą one w następujący sposób. Zwiad dokonuje rozpoznania pozycji wroga, artyleria niszczy wykryte cele, następnie do akcji wchodzą pododdziały czołowe, wzywając artylerię i ewentualnie wsparcie z powietrza. Kolejne elementy zgrupowania bojowego wykonują oskrzydlenie przeciwnika lub wspierają pododdziały czołowe tam, gdzie osiągnięto sukces. Rosjanie tego jednak nie zrobili. Ich batalionowe grupy bojowe posuwały się nie frontem, ale w kolumnach, wzdłuż dróg. Prowadzone działania nie przybrały więc formy klasycznej ofensywy, ale działań rajdowych, słabo jednak zorganizowanych, niemal bez rozpoznania i wsparcia artyleryjskiego, z wyjątkowo kiepską logistyką.

Rosyjskie batalionowe grupy bojowe posuwały się naprzód, dopóki nie napotkały oporu ukraińskich związków taktycznych. W klasycznym ujęciu w tym momencie powinny przejść od rajdu do tradycyjnego natarcia. Ale rosyjskie batalionowe grupy bojowe, a przynajmniej większość z nich, nie były przygotowane do przełamania obrony jednostek zmechanizowanych i pancernych. Miały za mało czołgów, piechoty, artylerii. Co więcej, najwyraźniej były pozbawione jakichkolwiek elementów zwiadu i walki radioelektronicznej. Zbliżając się do obszarów stałej obrony Ukraińców nie tylko nie udało im się przebić, ale nawet nie zapewniono warunków wejścia do walki batalionowych grup bojowych drugiego rzutu. Te z kolei stawały się celem ukraińskiej artylerii i zasadzek, ponieważ działały z nieosłoniętymi skrzydłami. Współpraca piechoty z czołgami była niewystarczająca, artyleria (było jej stosunkowo mało) nie mogła zapewnić wsparcia ogniowego w marszu, a kiedy mogła to zrobić, po prostu zabrakło jej amunicji. Pierwszymi ofiarami ostrzału były cysterny paliwowe wchodzące w skład batalionowych grup bojowych. Ich dowódcy nie mogli ustalić współdziałania różnych rodzajów broni przy narzuconej dużej dynamice walki i tak ograniczonych zasobach. Trafne są słowa Piotra Lewandowskiego: „Nauczono ich po prostu walczyć tak, jakby armia rosyjska wciąż miała milion żołnierzy i to tylko w pierwszym rzucie”.

Działania Rosjan utrudniały czynniki naturalne i klimatyczne. Rzecz w tym, że wiosną większość terytorium północnej Ukrainy jest nieprzejezdna dla ciężkiego sprzętu. Planując operację rosyjskie dowództwo najwyraźniej liczyło na to, że do ofensywy wystarczy sieć dróg asfaltowych. W momencie gdy batalionowe grupy bojowe napotkały opór i były zmuszone do zbaczania z tych dróg, ich pojazdy utykały w rozmiękłej ziemi.

Na przełomie lutego i marca występowały nawet kilkudniowe mrozy, a rosyjscy żołnierze zostali zmuszeni sytuacją do zamieszkania w swoich pojazdach bojowych. Dodajmy do tego pobyt w obozach polowych przez kilka zimowych tygodni poprzedzających inwazję, przeterminowane o kilka lat (sic!) racje żywnościowe i inne niedogodności życia codziennego, które negatywnie wpłynęły na ich morale. Nic dziwnego, że dowódcy patrzyli przez palce na czynioną przez podwładnych grabież miejscowej ludności, a czasem nawet zachęcali do tego haniebnego zjawiska. Próbowali w ten sposób zapobiec spadkowi morale żołnierzy. I tu tkwi kolejny paradoks armii rosyjskiej. W każdej innej armii rozwiniętego kraju grabież jest objawem degradacji i utraty zdolności bojowej. Z kolei w armii rosyjskiej grabież ludności cywilnej jest uważana za nagrodę za ryzyko związane ze służbą wojskową. Co więcej, takie zachowanie jest tolerowane przez społeczeństwo rosyjskie. Zdarzają się przypadki, gdy żony rosyjskich żołnierzy otwarcie chwalą się zdobytymi „trofeami”, a rodziny doradzają w zakresie dóbr do pozyskania w ramach rabunku.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X