• Piątek, 17 maja 2024
X

Shot Show 2024, nowości

Ostatnie, 46 już Shot Show w Las Vegas zgromadziło aż 2598 wystawców i tysiące zwiedzających. Tradycyjnie nie zabrakło nowości, ale tym razem trendy wśród nich nie były już takie oczywiste…

Wśród setek nowinek moją uwagę zwróciły karabiny firmy Rhineland. Firma chyba specjalizuje się w nadawaniu nowego życia starszym konstrukcjom – tak powstał FG-9, karabinek który pod względem wzornictwa bardzo przypomina słynny, spadochroniarski FG-42. W przeciwieństwie do niego strzela jednak nabojem pistoletowym 9 x 19 (oryginał został opracowany pod nabój karabinowy 7,92 x 57). Karabin FG – 42 był bronią samoczynno-samopowtarzalną, której automatyka działała na zasadzie odprowadzania gazów prochowych przez otwór w lufie, ryglowanie odbywało się przez obrót, a mechanizm spustowy miał możliwość strzelania ogniem pojedynczym i seriami. Broń przy ogniu pojedynczym strzelała z zamka zamkniętego, przy ciągłym – z otwartego. Zasilanie odbywało się z pudełkowych magazynków o pojemności 10 lub 20 nabojów wprowadzanych poziomo do gniazda umieszczonego po lewej stronie broni. Mechaniczne przyrządy celownicze z przeziernikiem zbliżonym do konstrukcji Lymana miały możliwość składania. Stosowano stałą kolbę stalową lub drewnianą.

FG-42 nie był konstrukcja udaną, wynikało to głównie z zastosowania zbyt silnego naboju karabinowego. Należało od początku przyjąć założenie, że broń będzie strzelać nabojem pośrednim 7,92 x 33 Kurz. Problemy techniczne spowodowały, że wytworzono zaledwie około 7 tys. egzemplarzy.

Analizując wygląd zewnętrzny FG-9 to prawie kalka starego karabinu, tyle że ma sporo mniejsze gabaryty, w tym długość całkowitą i masę. Lufa FG-9 ma długość 16 cali czyli 406 mm, co pozwala na wyciągnięcie z naboju maksymalnej energii kinetycznej. Nagwintowany wylot umożliwia korzystanie z tłumika płomienia lub modulatora dźwięku. Magazynki od Glocka, mieszczące 10 lub 15 nabojów wkłada się z lewej strony broni, pod kątem. Osada wykonywana jest z tego samego materiału, co w oryginale, technologie także są zbliżone. Broń trzyma się to w dłoniach bardzo przyjemnie. Jak strzela nowy – stary karabin? Tego nie wiadomo, bo nie eksponowano go na strzelnicy w dniu przeznaczonym dla dziennikarzy. Wiadomo tylko, że koszt nabycia w naszym kraju będzie oscylował wokół 6 tys. złotych.

Drugą, świeżutką nowinką był bull pup R2000, zbudowany tak, przy w maksymalnym stopniu przypominał słynnego snajperskiego Walthera WA 2000. Karabin WA 2000 został skonstruowany na początku lat 70. XX wieku w niemieckiej firmie Carl Walther Waffenfabrik. WA 2000 był produkowany i pasowany ręcznie, dzięki czemu osiągał bardzo wysoką celność. Niestety, cena nowego karabinu na rynku amerykańskim wahała się w granicach 10-12 tys. USD. Pod koniec lat 80. produkcję WA 2000 wstrzymano. Według różnych źródeł wyprodukowano od 72 do 176 karabinów.

Przypominam, że oryginał strzelał nabojami .308 Win., 7,5 x 55 Swiss lub .300 Winchester Magnum i swoim czasie uważany był za najlepszą, ale i najdroższą broń dla strzelców wyborowych. To właśnie zakończyło jego świetnie zapowiadającą się karierę.

Zasada działania była oparta na wykorzystaniu energii gazów prochowych odprowadzanych przez boczny otwór w lufie, z ryglowaniem przez obrót zamka. Sam zamek wyposażony był w siedem rygli zaporowych. Mechanizm spustowy umożliwiał strzelanie wyłącznie ogniem pojedynczym, a broń zasilano z magazynków pudełkowych o pojemności 6 naboi. Standardowym celownikiem optyczny był Schmidt & Bender o parametrach 2,5-10 x 56. Karabin wyposażano w składany dwójnóg.

Wariant samopowtarzalny, oferowany przez firmę Rhineland strzela popularnym nabojem 5,56 x 45/.223 Rem. Odmiany powtarzalne mogą korzystać z amunicji .308 Win.

Lufy pod nabój .5,56 NATO mają długość 16,5 i 16” (419,1 lub 406 mm). Producent oferuje dwie wersje w tym kalibrze, budowane pod lufy wyczynowe firm Lothar Walther lub Franklin Armory. Magazynki w pierwszej wersji mają pojemność 10 nabojów, w drugiej 20.

Prócz tego firma oferuje same łoża bull pup, dzięki czemu standardowego AR 10 lub AR 15 można przekształcić w broń zbliżoną wizualnie do Walthera WA 2000.

Oryginał pod nabój .300 WM ważył aż 6,97 kg, replika znacznie mniej. Także długość R2000 jest mniejsza (905 kontra 750 mm). Umożliwia to sprawne posługiwanie się bronią w pomieszczeniach czy pojazdach. Jakość wykończenia obu zmodyfikowanych replik jest bardzo wysoka. Orzechowe łoże R2000 jest wykończone ręcznie, może zachować barwę naturalnego drewna lub być malowane na czarny, taktyczny kolor. Cena R2000 w Polsce, w wersji semi auto będzie zapewne przekraczać 14 tys. złotych.

Największą radość przeżyłem jednak na stoisko firmy Palmetto. Przedstawiany tam Stg 44 pod nabój 5,56 x 45/.223 Rem. był pokazany już rok temu, jednak produkcji seryjnej do tej pory nie uruchomiono. Wiadomo, że wyprodukowano pilotażowe egzemplarze pod amunicję 7,92 x 33 i 7,62 x 39 ale ich teraz nie eksponowano. Broń ma masę zgodną z oryginałem i wytwarzana jest w tych samych technologiach (blachy tłoczone, drewno bukowe na kolbę etc.). Dokładny koszt nabycia nie jest i nie będzie znany, dopóki nie wdroży się produkcji seryjnej. Jestem głęboko przekonany, że broń pod każdy z wymienionych nabojów znalazłaby wielu nabywców, także w naszym kraju.

Firma Diamondback, producent niezłych karabinków na bazie Armalite przedstawiła broń kalibru 9 x 19, która ma nawiązywać do nostalgii za starym, dobrym Thompsonem. Drewniana kolba i chwyt przedni oraz pojemny magazynek nie przekształcą jednak Aera w Thompsona…

Firma Huğtek Surface Coating wystawiła karabinki LVR 357, z zamkiem dwutaktowym systemu „lever action”. Broń oferowana jest wyłącznie w kalibrze .357 Magnum, z możliwością strzelania nabojami .38 Special.

Są to pierwsze tureckie lewary z lufą gwintowaną. Wcześniej wiele firm znad Bosforu wytwarzało podobną broń, ale wyłącznie z lufą gładką w kalibrze .410 (w starej nomenklaturze nabój oznaczano jako 36).

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X