• Sobota, 7 marca 2026
X
Reklama

Dronowo-balonowa panika nad El Paso w Teksasie

Reklama

Jak wynika z informacji przekazanych przez władze federalne USA największym amerykańskim stacjom telewizyjnym, nagłe zamknięcie 10 lutego 2026 r. przestrzeni powietrznej nad El Paso w Teksasie wynikało z nieporozumienia między Federalną Administracją Lotnictwa (FAA) a przedstawicielami Pentagonu wokół planowanych testów nowej broni antydronowej.

Według niektórych źródeł chodziło o testy lasera dużej mocy służącego do zestrzeliwania bezzałogowców. Zbiegło się to przypadkiem z innym incydentem, do którego doszło kilka dni wcześniej. Wówczas faktycznie użyto wspomniany system antydronowego przeciwko domniemanemu realnemu celowi w pobliżu granicy z Meksykiem. Co ciekawe nie wykorzystała go to armia, lecz Straż Graniczna, która podlega Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego (DHS). W styczniu sekretarz wojny Pitt Hegseth podpisał umowę o wypożyczeniu Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego wojskowej platformy do zwalczania dronów wykorzystującej energię skierowaną. Jak początkowo sądzono udało się zestrzelić drona używanego przez meksykańskie kartele przemytnicze. Po odnalezieniu szczątków zestrzelonego obiektu okazało się jednak, że był to swobodnie unoszący się w powietrzu balonik imprezowy.

Baloniki imprezowe

Mimo to zagrożenie wyglądało początkowo na poważne i wywołało spore zaniepokojone wśród pracowników cywilnej agencji lotniczej. Nie do wszystkich najprawdopodobniej dotarła potem informacja, że był to fałszywy alarm i w szeregach FAA panowała spora nerwowość. Kiedy więc kilka dni później napłynęła prośba o pomoc w zabezpieczeniu przestrzeni powietrznej do testów na terenie bazy wojskowej Fort Bliss, która jest położona tuż przy międzynarodowym lotnisku w El Paso, rutynowe zgłoszenie potraktowano w FAA jako ostrzeżenie o kolejnym realnym niebezpieczeństwie. Tymczasem Straż Graniczna chciała jak najwcześniej po poprzednim incydencie z balonikiem przystąpić do w pełni kontrolowanego eksperymentu.

W grudniu 2025 r. na wyposażenie US Army trafiły pierwsze dwa przeznaczone do zwalczania dronów wysokoenergetyczne systemy laserowe AMP-HEL zamontowane na pojazdach taktycznych JLTV. Podobne konstrukcje miały być testowane w El Paso.

Przez to nieporozumienie szef FAA, Bryan Bedford, nakazał we wtorek wieczorem pilne zamknięcie strefy powietrznej, nie informując wcześniej ani Białego Domu, ani Pentagonu, ani Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. W wydanym w bardzo ostrej formie komunikacie cywilni piloci i linie lotnicze zostali poinformowani, że nie wolno latać poniżej wysokości 18 000 stóp, a ewentualni naruszyciele tej strefy ryzykują zestrzeleniem. Ograniczenie pierwotnie miało obowiązywać aż 10 dni, co nie zdarzyło się na terenie USA od czasu zamachów z 11 września 2001 roku.

Całkowite wstrzymanie lotów – obejmujące też loty medyczne – wywołało chaos i pilne konsultacje między rządowymi agencjami. Po zorganizowanym 11 lutego rano kryzysowym spotkaniu w Białym Domu decyzja o zamknięciu przestrzeni nad El Paso została anulowana, a ograniczenia zostały zniesione. Wojskowe źródła twierdzą, że Pentagon i Departament Transportu wcześniej współpracowali nad planem testów nowej broni, a przy tym agencja FAA otrzymywała regularne zapewnienia, że nie ma żadnego realnego zagrożenia dla ruchu cywilnego. Tym razem o własne testy, bez wiedzy Departamentu Wojny, wystąpiła Straż Graniczna.  Zawiódł więc obieg informacji pomiędzy instytucjami, co w połączeniu z poprzednim incydentem doprowadziło do wywołania paniki i nieprzemyślanych decyzji.

Treść wydanego przez FAA ostrzeżenia dla pilotów przelatujących nad El Paso. W punkcie C zawarto informację o możliwym użyciu wobec naruszających zamkniętą strefę samolotów „śmiercionośnej siły”.

Sekretarz transportu Sean Duffy oświadczył, że wszelkie zagrożenia zostały zneutralizowane i nie ma już niebezpieczeństwa dla lotów komercyjnych, a ruch lotniczy został w pełni przywrócony. Pentagon oficjalnie odmówił udzielenia szczegółowych informacji na temat podejmowanych przez wojsko działań.

 

Amerykańska historia wyimaginowanych bitew

Powyższy opis akcji nad El Paso wpisuje się w długą historię amerykańskim bitew powietrznych, które próbowano stoczyć z wyimaginowanym przeciwnikiem. Przykładowo w nocy z 24 na 25 lutego 1942 r., dwa miesiące po japońskim ataku na Pearl Harbor, nad Los Angeles ogłoszono alarm przeciwlotniczy. Fałszywe echa radaru i światła na niebie wywołały panikę przed rzekomym japońskim nalotem. Przez kilka godzin artyleria przeciwlotnicza ostrzeliwała domniemane cele, wystrzeliwując tysiące pocisków. Ostatecznie jednak nie stwierdzono w powietrzu obecności wrogich maszyn. Zdarzenie nazwano później „Bitwą o Los Angeles 1942” i uznano za efekt wojennej histerii.

W innym głośnym przypadku, którym miał miejsce 25 październiku 1967 r. w bazie lotniczej Duluth w Minnesocie, wartownik zauważył w nocy podejrzaną sylwetkę wspinającą się na ogrodzenie składu broni i ogłosił alarm. W rzeczywistości dostrzeżoną sylwetką przypominającą człowieka był niedźwiedź. Mimo to przekazany do dowództwa wstępny meldunek o incydencie, wskutek błędów popełnionych w trakcie komunikacji, został błędnie zinterpretowany jako zagrożenie nalotem radzieckich bombowców i uruchomił w innej bazie procedurę startu myśliwców F-106 uzbrojonych w pociski Genie z głowicami jądrowymi. Maszyny wykołowały na pas i były gotowe do lotu, lecz alarm na szczęście szybko odwołano, unikając groźnych działań w powietrzu, które mogły doprowadzić do omyłkowego zestrzelenia jakiejś maszyny pasażerskiej. Zdarzenie to przypadło na szczyt zimnej wojny i okres wzmożonego napięcia międzynarodowego.

Reklama
Reklama

Archiwum

Najpopularniejsze

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X