• Środa, 18 maja 2022
X

Brazylijska 1. Grupa Myśliwska we Włoszech – 22 kwietnia 1945 roku

Udział Brazylii w drugiej wojnie światowej rzadko przebija się do powszechnej świadomości. Państwo to zazwyczaj jest wymieniane jednym tchem z kilkunastoma innymi południowoamerykańskimi krajami, które zadeklarowały stan wojny przeciwko państwom Osi na przestrzeni lat 1941-1945. W wielu przypadkach był to symboliczny gest politycznego poparcia dla zaatakowanych Stanów Zjednoczonych. Czasem do głosu dochodziła wyłącznie koniunkturalna chęć przyłączenia się do koalicji antyhitlerowskiej, w sytuacji gdy szala zwycięstwa zdecydowanie przechyliła się na stronę Aliantów, co wiązało się z konkretnymi profitami w postaci pomocy materiałowej na mocy ustawy Lend-Lease. Na tym tle Brazylia wyróżniała się wyjątkową determinacją w podjęciu czynnej walki z wrogiem. Przy czym Brazylijczycy nie ograniczyli się wyłącznie do aktywnej obrony własnych wód terytorialnych, lecz także postanowili wysłać do ogarniętej wojną Europy własny korpus ekspedycyjny. Częścią tych sił była 1. Grupa Myśliwska (1. Grupo de Aviação de Caça, 1. GAvCa).

1. GAvCa weszła do akcji we Włoszech od października 1944 roku wykonując głównie misje bombowe.  Jednak od połowy kwietnia 1945 roku liczba lotów bojowych zaczęła gwałtownie rosnąć. Początkowo Brazylijczycy wykonywali 5-6 zadań dziennie, zazwyczaj w składzie czterech samolotów, co oznaczało, że przy stanie 25 pilotów operacyjnych niektórzy zaczęli zaliczać po dwa wyloty bojowe dziennie. Liczba maszyn zdatnych do lotu – grupa latała na myśliwcach bombardujących P-47 Thunderbolt – wynosiła 23. Jednak potrzeby frontu wciąż rosły, trwała batalia o umocnienie przyczółków zajętych na północnym brzegu rzeki Po przez oddziały amerykańskiej 5. i brytyjskiej 8. Armii. Apogeum wysiłku bojowego 1. GAvCa przypadło na 22 kwietnia 1945 r.

Poranek zaczął się nieszczególnie. Nisko wisząca i gruba warstwa chmur przykryła większość północnych Włoch, co uniemożliwiło rozpoczęcie działań lotniczych o świcie. Na pierwszą misję tego dnia Brazylijczycy wystartowali o 8.30 w składzie czterech samolotów. Za główny cel dla swoich bomb obrali sobie niemieckie przeprawy pontonowe przez rzekę Po w okolicy San Benedetto. Niestety tym razem nie zgłoszono ani jednego bezpośredniego trafienia w mosty z uwagi na bardzo silny ogień Flaku. Odnotowano ruch pieszy nieprzyjaciela przez częściowo zniszczony most w Borgo oraz ruchy alianckich czołgów na północ od Modeny. Samolot prowadzony przez 2. Ten. Av. Leona Roussoulieres Lara de Araúję wrócił postrzelany przez niemiecką artylerię i skraksował przy lądowaniu w Pizie. Wypadek nie przeszkodził jednak Brazylijczykowi w wykonaniu tego samego dnia jeszcze dwóch lotów.

Przygotowane do startu P-47D z podwieszonymi bombami do ataków na cele naziemne.

Pięć minut po starcie pierwszej formacji od ziemi oderwała się kolejna czwórka Thunderboltów, która zbombardowała bez rezultatu most drogowy nad kanałem pomiędzy Quistello i Schievenoglia. W tejże okolicy odkryto zamaskowane miejsce postoju kilkudziesięciu pojazdów wojskowych, które zostały zgromadzone na placu przed budynkami. Pojazdy w większości zostały spalone lub uszkodzone. Zniszczono też 4 budynki z których jeden, prawdopodobnie zamieniony na skład amunicji, eksplodował. Część przenoszonych rakiet zużyto polując na poruszające się po drogach samochody, z których jeden został zniszczony. Resztę rakiet odpalono w stronę pobliskiego mostu kolejowego, odnotowując jego uszkodzenie.

O 8.40 wystartował kolejny klucz P-47, który celnie zbombardował most pontonowy niedaleko San Benedetto, choć po powrocie piloci nie ręczyli za długotrwały skutek tego nalotu. Tym razem ogień Flaku wokół przeprawy został przytłumiony równoczesnym atakiem na stanowiska dział, lecz zniszczeń nie zaobserwowano. Za to zniszczono zajęty przez nieprzyjaciela budynek przed, którym stał samochód wojskowy. Na drodze do Quistelo piloci dostrzegli konwój niemieckich ambulansów, jednak ten cel pozostawili w spokoju. Ponadto zaatakowano węzeł kolejowy w Suzzara, gdzie w wyniku ostrzału z karabinów maszynowych zostały uszkodzone cztery wagony kolejowe.

Jeszcze jedna czwórka samolotów wystartowała o godzinie 9.45. Te maszyny były uzbrojone wyłącznie w karabiny maszynowe, ale piloci zrobili z nich właściwy użytek. W okolicy San Benedetto odkryto miejsce postoju blisko 100 różnego rodzaju pojazdów, które w większości udało się podpalić. Nawet po zaprzestaniu ostrzału obserwowano, jak pożar gwałtownie się rozprzestrzenia przeskakując pomiędzy samochodami. Uwadze Brazylijczyków nie uszedł też intensywny ruch łodzi i promów w poprzek rzeki Po oraz kolejne miejsce postoju około 50-60 pojazdów, lecz celów tych nie zaatakowano z powodu braku amunicji.

O 10.55 do startu przystąpiły znów cztery Thunderbolty, które poprzez ostrzelanie nieprzyjacielskich okopów w rejonie miejscowości Nogara ułatwiły natarcie sojuszniczym jednostkom naziemnym. Po powrocie zameldowano o intensywnym ruchu niemieckich ambulansów w kierunku północnym i zachodnim.

Kolejne cztery samoloty wystartowały o 11.40. Obiektem ataku tych maszyn stały się raportowane uprzednio pojazdy zaparkowane w okolicy San Benedetto. Meldowano o zniszczeniu około 50 z nich. Następnie Thunderbolty rozpoczęły ostrzeliwanie ruchu kołowego na drogach. Niedaleko San Felice zniszczono niemiecką kolumnę transportową obejmującą około 30 pojazdów, w tym wozy konne. Oddano też strzały ostrzegawcze w kierunku napotkanego patrolu zmotoryzowanego (bez żółtych płacht identyfikacyjnych). Gdy nad podejrzanymi pojazdami zaczął unosić się żółty dym ze świec sygnałowych sytuacja się wyjaśniła – patrol należał do sojuszników. Ponownie zauważono duży ruch sanitarek ze znakami Czerwonego Krzyża.

O 12.40 nastąpił start czwórki Thunderboltów, które na wschód od San Benedetto ostrzelały i podpaliły cztery budynki zajęte przez nieprzyjaciela. Ogniem zajęły się też stojące w pobliżu dwa samochody sztabowe. Uszkodzono także dwa kursujące po rzece promy. Po wystrzelaniu całej amunicji Brazylijczycy zawrócili do bazy, gdzie zameldowali o leżących na brzegu rzeki łodziach oraz o widocznych postępach wojsk alianckich.

Na ósmą tego dnia misję następny klucz P-47 wystartował o 13.45. Ponownie zaatakowano wykryte niedaleko San Benedetto zgrupowanie samochodów. Widocznych efektów nie zaobserwowano, za to brazylijscy piloci byli świadkami spektakularnego ataku z użyciem zapalających bomb fosforowych, zrzuconych na ten sam cel przez formację bombowców B-25. Udziałem Thunderboltów stało się natomiast uszkodzenie czterech barek transportujących niemieckie wojska. Zniszczono też jeden podróżujący drogą pojazd mechaniczny a drugi uszkodzono.

Po kolejnej godzinie 1. GAvCa wysłała w powietrze jeszcze jedną czwórkę Thunderboltów. Po dotarciu pobliże San Benedetto, Brazylijczycy stwierdzili, że wszystkie pojazdy znajdujące się na wielokrotnie atakowanym parkingu zostały kompletnie spalone. Wykonano więc tylko zdjęcia na potwierdzenie skutków poprzednich nalotów i zajęto się ostrzeliwaniem innej grupy samochodów, z których 13 zgłoszono jako zniszczone lub uszkodzone. Ponadto zaobserwowano zgrupowanie 14 niemieckich ambulansów na południe od Cizzolo.

O 15.15 od pasa w Pizie oderwały się cztery P-47, które w dolinie rzeki Po odnalazły i zniszczyły stojące przy budynku samochód sztabowy i lekki czołg. Od ostrzału spłonął też sam budynek, który przypuszczalnie był zajęty przez nieprzyjaciela. Zaniechano natomiast ataku na liczącą 19 pojazdów niemiecką kolumnę transportową, pośród których znajdowało się sześć wozów sanitarnych. Decyzja była tym bardziej słuszna, że do niemieckiej kolumny zbliżały się już nadciągające od północnego zachodu czołówki zmotoryzowanych oddziałów alianckich.

Na jedenastą i ostatnią tego dnia misję, o 15.45, wyleciały również cztery samoloty. Niedaleko Bondeno spalono cztery wozy konne oraz trzy pojazdy mechaniczne. W rejonie Modeny napotkano i zniszczono liczący 21 pojazdów konwój z amunicją. Przy okazji natknięto się na dywizjon amerykańskich Thunderboltów, które ostrzeliwały próbującą się przeprawić przez rzekę Secchia niemiecką kolumnę samochodową. Brazylijscy lotnicy w ramach sojuszniczej uprzejmości wykonali kila zdjęć dokumentujących dokonane przez Amerykanów zniszczenia, po czym udali się w okolice Reggio Emilia gdzie sami zniszczyli dwa pojazdy. Ceną za te sukcesy było zestrzelenie przez Flak jednego P-47, którego pilotował 2. Ten. Av. Marcos Eduardo Coelho Magalhães. Pilot wskoczył ze spadochronem nad Scandiano, lecz podczas lądowania na dachu jednego z domów złamał obie nogi. Został odnaleziony przez rozwścieczony tłum Włochów i tylko interwencja przebywających w pobliżu niemieckich żołnierzy zapobiegła linczowi na Brazylijczyku. Został on następnie odwieziony do niemieckiego szpitala w Reggio Emilia. Kilka dni potem wycofujący się Niemcy musieli ewakuować szpital pozostawiając na miejscu najciężej rannych. Aby chronić rannych przed zagrożeniem ze strony włoskich szabrowników i partyzantów, niemiecki komendant placówki oddał w ręce Coelho pistolet, pozostawiając go na straży szpitala do czasu przybycia regularnych wojsk alianckich.

Ostrzelana przez Brazylijczyków niemiecka kolumna transportowa. Zwykle ostatni samolot w formacji miał uruchomioną kamerę, za pomocą której rejestrował skutki ataków poprzedników.

Mimo poniesionej straty bilans na koniec dnia przedstawiał się korzystnie. Pilotom 1. GAvCa przyznano zniszczenie lub unieruchomienie 97 pojazdów mechanicznych oraz 35 wozów o ciągu konnym, zniszczenie 14 budynków garażowych i mieszkalnych, uszkodzenie mostu kolejowego i pontonowego, a także wykonanie z sukcesem czterech ataków na pozycje nieprzyjaciela. Na pamiątkę tego osiągnięcia dzień 22 kwietnia jest obchodzony w Brazylijskich Siłach Powietrznych jako Święto Lotnictwa Myśliwskiego.

Interesujący jest fakt, że szykowana jako jednostka myśliwska 1. GAvCa nigdy nie napotkała przeciwnika w powietrzu. Za to Brazylijscy lotnicy zyskali wśród sojuszników zasłużoną renomę specjalistów od zwalczania obiektów naziemnych, a ich dokonania stanowiły istotny wkład w wysiłek podejmowany przez XXII Tactical Air Command. Niezależnie od uzyskanych osiągnięć w walce, wysłanie wojsk do Europy uznawane jest za trafną decyzję, gdyż w ogromnym stopniu przyczyniło się do wzmocnienia pozycji Brazylii na kontynencie południowoamerykańskim. Wczesne przystąpienie do wojny w charakterze aktywnego jej uczestnika, dało Brazylii wystarczająco dużo czasu na dokonanie rozbudowy i modernizacji armii. Choć uzyskana z USA pomoc materiałowa miała głównie na celu przygotowanie korpusu ekspedycyjnego, to zyskały na niej całe siły zbrojne, również te stacjonujące w kraju. Zyskała również gospodarka, gdyż służba w wojsku wiązała się z nabyciem przez duży odsetek ludności przydatnych w późniejszym życiu cywilnym kwalifikacji zawodowych, jak np. obycie ze sprzętem technicznym i obowiązkowa nauka czytania (warto przypomnieć, że przed wojną większość brazylijskiego społeczeństwa była analfabetami). Wreszcie znalezienie się w obozie zwycięzców zapewniło Brazylii swobodę w handlu zagranicznym, co umożliwiło wdrożenie planu stopniowej industrializacji kraju. Wzrost potęgi militarnej i gospodarczej wysunął Brazylię na pozycję regionalnego mocarstwa, pozostawiając daleko w tyle rywalizującą o prymat na kontynencie Argentynę, która wspierała III Rzeszę, a ulegając presji Aliantów do wojny przystąpiła dopiero pod koniec marca 1945 roku.

 

Tekst jest fragmentem obszerniejszego artykułu, który ukazał się w czasopiśmie Technika Wojskowa Historia c

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X