Sytuacja pokazuje ryzyko i skalę wyzwań związanych z podjęciem decyzji o rozpoczęciu produkcji seryjnej samolotów, przed zakończeniem procesu ich certyfikacji przez Federalną Administrację Lotnictwa (FAA), która odpowiada za dopuszczenie nowych maszyn do bezpiecznej eksploatacji.

Boeing 777X stanowi ewolucyjne rozwinięcie cenionego przez przewoźników modelu 777, ale z szeregiem nowoczesnych rozwiązań.
Podczas konferencji z 22 kwietnia, której celem było omówienie wyników finansowych Boeinga za pierwszy kwartał 2026 roku, prezes spółki Kelly Ortberg wyjaśnił, że koncern utworzył specjalny zespół odpowiedzialny za proces wprowadzania zmian konstrukcyjnych na już ukończonych maszynach.
Sprawa dotyczy około 30 wyprodukowanych samolotów, w których wymagane jest wprowadzenie modyfikacji wynikających z wyników z prób fabrycznych, zaleceń zespołu certyfikacyjnego FAA i ciągłych ulepszeń procesu produkcji. Ortberg zaznaczył, że starsze egzemplarze będą wymagały głębszej ingerencji, łącznie z modyfikacjami strukturalnymi, podczas gdy nowsze samoloty potrzebują mniejszych usprawnień. Na nowszych egzemplarzach zmiany ograniczą się do aktualizacji oprogramowania systemów pokładowych, czy przebudowy części instalacji kablowych i hydraulicznych.
Boeing planuje najpierw doprowadzić wszystkie przechowywane u siebie samoloty do jednego, wspólnego standardu. Uprości to dalsze odbiory i późniejsze serwisowanie samolotów, gdy już znajdą się one w rękach klientów. Ortberg jednocześnie podkreślił, że problemy z wytrzymałością mocowania nowych silników GE9X są już bliskie naprawienia. Producent tych napędów, koncern GE Aerospace, już zidentyfikował główną przyczynę szybszego zużycia mocowań i opracowuje jej rozwiązanie.
Prób certyfikacyjne również mają przebiegać pomyślnie. Samolot został dopuszczony przez FAA do następnej fazy testów, które obejmują eksploatację w warunkach naturalnego oblodzenia.













