• Wtorek, 27 września 2022
X

Tajemnicza katastrofa Tu-141 w Chorwacji

13 marca chorwacki minister obrony Mario Banožić poinformował o wstępnych wynikach badań katastrofy bezzałogowego samolotu Tu-141 w Zagrzebiu. Chodzi o aparat, który rozbił się 10 marca tuż po godzinie 23.00 w stolicy Chorwacji. Chociaż maszyna spadła blisko studenckiego akademika, nie spowodowała żadnych ofiar wśród mieszkańców a straty materialne były minimalne. Wrak został już usunięty z miejsca zdarzenia. W związku z tym minister Banožić przekazał:

„Samolot został w większości rozebrany, a śledztwo jest w końcowej fazie. Otrzymaliśmy informację, że w szczątkach znajdują się elementy materiałów wybuchowych i elementy bomby lotniczej, dlatego zdecydowano się na bardziej ostrożny sposób usuwania [wraku] samolotu, aby wyeliminować wszelkie potencjalne zagrożenia przy jego wyciąganiu”.

Lej po uderzeniu Tu-141 w Zagrzebiu. Widoczny fragment skrzydła i silnika.

Banožić dodał, że istnieją pewne elementy, które mogą wskazywać, że bezzałogowy samolot mógł należeć zarówno do strony rosyjskiej, jak i ukraińskiej. Chociaż wiadomo, że Ukraina ma na uzbrojeniu systemy Tu-141, w związku z zaistniałym zdarzeniem rząd w Kijowie zaprzeczył, aby rozbity egzemplarz należał do ukraińskiego wojska. Z kolei rosyjska ambasada w Zagrzebiu poinformowała, że Tu-141 nie jest używany przez siły zbrojne Rosji od 1991 roku.

„Dotychczasowe śledztwo wykazało, że nie jest to samolot rozpoznawczy, a znaleziona czarna skrzynka wskaże trasę samolotu, a my wszystkie dane porównamy z wynikami śledztwa, które również prowadzą członkowie NATO. Na podstawie [zarejestrowanego] echa na radarze zostanie dokonana rekonstrukcja, skąd przyleciał samolot” – wyjaśnił chorwacki minister obrony.

Bezzałogowy samolot rozpoznawczy Tu-141 na wyrzutni startowej. Na Ukrainie aparaty tego typu są na wyposażeniu 321. samodzielnej eskadry bezzałogowych samolotów rozpoznawczych.

System rozpoznawczy Tu-141 powstał jeszcze w czasach ZSRR. Wszedł do służby w 1979 roku i już wówczas uważany był za dość awaryjny. Wystrzeliwany z wyrzutni naziemnej naddźwiękowy samolot o długości 14,33 m i masie 5,4 t może poruszać się jedynie po trasie zaprogramowanej przed lotem. Lądowanie odbywa się automatycznie w wyznaczonym miejscu na spadochronach. W razie awarii aparatu nie da się go kontrolować zdalnie. Wszystkie części rozbitego w Chorwacji samolotu oraz domniemane fragmenty bomby lotniczej (jej masę oszacowano na 120 kg) zostały zabrane do analizy.

Obecność materiałów wybuchowych to najbardziej intrygująca część wypowiedzi chorwackiego ministra. Standardowo tego typu samolot ma wbudowany pirotechniczny samolikwidator, którego zadaniem jest zniszczenie wyposażenia rozpoznawczego i zapisów misji, gdyby aparat przypadkowo wylądował na terenie zajętym przez wroga. Wątpliwe jednak jest, aby był do tego potrzebny ładunek o masie 120 kg. Inne możliwe wyjaśnienie to prowizoryczna zabudowa korpusu lekkiej bomby lotniczej w celu przemiany aparatu rozpoznawczego w pocisk kierowany. Biorąc pod uwagę zasięg samolotu wynoszący 1000 km, prostym i szybkim sposobem powstałby system rażenia o zdolnościach, których Ukrainie obecnie bardzo brakuje.

Abstrahując już od przeznaczenia aparatu trzeba podkreślić, że w drodze do Chorwacji bezzałogowiec musiał przebyć bardzo długą trasę. Najprawdopodobniej wiodła ona nad Mołdawią, Rumunią i Węgrami. W zasadniczej większości jest to przestrzeń powietrzna należąca do państw NATO. Byłoby więc niezwykle interesujące dowiedzieć się, jak na taki nieautoryzowany przelot zareagowały sojusznicze systemy dozoru i obrony powietrznej.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X