• Piątek, 3 lutego 2023
X

Władcy głębin. Rozwój współczesnych okrętów podwodnych

Narzędzie, stworzone ludzką ręką, potężne, a jednocześnie skryte i niepozorne. Cud techniki, do budowy którego zaprzęga się najnowsze dostępne rozwiązania technologiczne. Konstrukcja, o której pisano niegdyś w powieściach fantastycznych, a której realne wcielenie do służby przerosło nawet wyobrażenia dawnych pisarzy. Jedyną platformą, którą można porównać do słynnej „Gwiazdy Śmierci” jest okręt podwodny. Maszyna, której wachlarz zdolności jest niezwykle szeroki, a jednocześnie wciąż szalenie niedoceniany. Jego cena nie jest niska, niektórzy postanowili jej nie płacić, czego teraz gorzko żałują. Jeszcze inni są tego bliscy, ale czy aby na pewno nie warto podjąć tego wysiłku?

Potencjał

Morza i oceany stanowią przeszło 71% powierzchni Ziemi. Nie dziwi więc, że już od wieków największe imperia czy mocarstwa to te, które nie zignorowały tego faktu i w konsekwencji panowały na morzu. Obecnie jednak owo „panowanie” to za mało w kontekście tzw. kontroli morza. Trzeba jeszcze władać mitycznym królestwem Atlantów, czyli głębinami, a tam niepodzielnie królują okręty podwodne – prawdziwe drapieżniki mórz i oceanów. W epoce tzw. zimnej wojny doszło do ich podziału zgodnie z przeznaczeniem oraz napędem, wedle którego wyróżniono cztery zasadnicze kategorie: klasyczne jednostki torpedowe (SS/SSK), klasyczne okręty podwodne – nosiciele pocisków manewrujących (SSG), uderzeniowe okręty podwodne z napędem nuklearnym (SSN) oraz strategiczne okręty podwodne z napędem nuklearnym –nosiciele pocisków balistycznych (SSBN). Obecnie możemy jeszcze dodać do tego zacnego grona klasyczne okręty podwodne z napędem hybrydowym, w tym niezależnym od powietrza atmosferycznego (Air-Independent Propulsion, AIP) oraz uderzeniowe okręty podwodne z napędem nuklearnym – nosiciele rakiet manewrujących (SSGN).

Co ciekawe, współcześnie podział ten nie jest tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, gdyż niektóre jednostki czasem ciężko jest jednoznacznie zaliczyć do konkretnej kategorii. Przytoczone we wstępie porównanie do „Gwiazdy Śmierci” nie jest przy tym przypadkowe, gdyż np. wyposażone w zaawansowany napęd nuklearny nosiciele pocisków balistycznych, potocznie zwane „Boomerami”, posiadają na swoim pokładzie arsenał zdolny unicestwić za jednym zamachem praktycznie całe miasta. Nie bez przyczyny niemalże każde państwo posiadające broń jądrową (przynajmniej oficjalnie) i mające dostęp do morza stara się opracować efektory zdolne do przenoszenia głowic jądrowych lub termojądrowych oraz odpowiednie maszyny zdolne do ich swobodnego odpalania, czyli okręty podwodne klasy SSBN. Z tego samego względu są one również potencjalnymi najważniejszymi celami do priorytetowego zniszczenia w przypadku wybuchu wojny totalnej i wdrożenia w życie procedur związanych z DEFCON 1 (Defense Condition One).
Nie dziwi zatem fakt, że ich codzienna służba należy do najpilniej strzeżonych tajemnic państwowych o najwyższej klauzuli tajności. Najpotężniejsze z „Boomerów” potrafią przenosić nawet do 24 międzykontynentalnych, wielogłowicowych pocisków balistycznych, każdy wyposażony w 7–14 zaawansowanych głowic o mocy po 100–475 kt każda (do tego dochodzą jeszcze np. tzw. głowice mylące false warheads – mające na celu wyprowadzenie w pole część systemów obrony przeciwbalistycznej). Dla porównania bomba atomowa Little Boy, którą 6 sierpnia 1945 roku zrzucono na Hiroszimę miała moc ok. 15 kt…

Duńskie dylematy

Jest pewien kraj, w dodatku zamożny, który jeszcze kilkanaście lat temu posiadał w składzie swojej floty okręty podwodne. Co ciekawe, były to Kobbeny, a więc jednostki tego samego typu, co wykorzystywane jeszcze do niedawna przez polską Marynarkę Wojenną. Tym państwem jest oczywiście Dania, która swego czasu świadomie zrezygnowała z utrzymywania tej klasy jednostek, wycofując ze służby dwa ostatnie okręty podwodne typu 207, co nastąpiło w 2004 roku. Po serii analiz i rewizji zdolności (realnie coraz większych) współczesnych jednostek klasy co najmniej fregaty rakietowej, w Søværnet podjęto decyzję skupienia się wyłącznie na siłach nawodnych, przystosowanych także do zwalczania okrętów podwodnych.

Należy przy tym pamiętać, że Dania to nie tylko relatywnie nieduże terytorium położone na Półwyspie Jutlandzkim i wyspach w rejonie Cieśnin Bałtyckich i na Morzu Bałtyckim. To również Wyspy Owcze położone na Morzu Północnym ponad 1000 km (650 mil morskich) od brzegów Danii kontynentalnej oraz Grenlandii, w przypadku której dystans ten to już ponad 2000 km. Właśnie ta ostatnia, największa wyspa na świecie jest bardzo istotna w kontekście przemian klimatycznych na świecie oraz roszczeń dotyczących Arktyki i potencjalnych złóż zasobów naturalnych, które ta „kraina” skrywa, a do których – póki co – jest jeszcze jako tako ułatwiony dostęp z uwagi na stopienie części lądolodu. To się jednak może szybko zmienić i w tej sytuacji jednostki nawodne, nawet takie jak wielozadaniowe fregaty rakietowe obrony powietrznej AAW/BMD typu Iver Huitfeldt, ze swoją wysoką klasą lodową mogą mieć problemy z zabezpieczeniem duńskich interesów na tym akwenie.
Tymczasem to właśnie na wodach Arktyki, a dokładniej rzecz ujmując pod nią, toczy się cicha, znana tylko wąskiemu gronu rozgrywka, w której pierwsze skrzypce grają okręty podwodne. Dania nie posiadając obecnie tego rodzaju jednostek, niejako sama się z niej wypisała, oddając walkowerem potencjalne pole działania, czego zresztą boleśnie teraz doświadcza i co potencjalnie może spowodować, że nie będzie mogła ochronić swoich interesów w tym regionie. Te przeszło 20 lat od rozwiązania sił podwodnych, to także okres,  po którym bardzo ciężko przywrócić utracone zdolności. Należy bowiem pamiętać, że okręty, a zwłaszcza okręty podwodne to wysoce skomplikowane konstrukcje, a więc długotrwałe w procesie zarówno projektowania, jak i budowy. Co jednak najważniejsze, odzyskanie zdolności z zakresu pozyskania wykwalifikowanych kadr, zdolnych pełnić służbę na tak skomplikowanych maszynach może już okazać się dla niewielkiej Danii niemożliwe. W najbardziej optymistycznym wariancie można przyjąć, że sama tylko procedura pozyskania przez Søværnet jednostek nowego typu może zająć nawet do 10 lat! Pozostaje jednak jeszcze wspomniana kwestia wyszkolenia przyszłych załóg, co dodatkowo może wydłużyć ten okres i zwiększyć koszty.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X