• Niedziela, 3 marca 2024
X

Duńskie okręty podwodne – część 2

Kontynuujemy opowieść o służbie duńskich okrętów podwodnych. W tej części prześledzimy losy jednostek tej klasy po II wojnie światowej.

W dyskusji historycznej pozostaje kwestią otwartą, czy wielki powojenny zwrot w duńskiej polityce bezpieczeństwa był w większym stopniu wywołany losami kraju w latach 1940-1945, czy też okupacją Bornholmu przez Armię Czerwoną. Niezależnie od przyczyn podkreślić trzeba, że Dania w 1949 r. zerwała z polityką neutralności i zdecydowała się na członkostwo w Sojuszu Północnoatlantyckim. Strategiczne decyzje dotyczące tego kierunku zapadły jednak już wcześniej, w 1947 r. Dania przystąpiła bowiem do planu Marshalla.

 

Powojenne okręty podwodne. Pierwsze kroki

Wejście do bloku zachodniego nie było tak oczywiste, jak może się to wydawać z polskiej perspektywy. Wszak po II wojnie światowej Kopenhaga usiłowała animować wojskowy „pakt nordycki”, odrzucony jednak z różnych powodów zarówno przez Szwecję, jak i Norwegię, a i decyzja z 1949 r. podjęta została w większym stopniu przez elity polityczne niż zdecydowaną większość obywateli, choć w parlamencie (Folketingu) poparcie wyraziło 116 posłów przeciwko 23 głosom komunistów i socjalliberałów. Protesty wzmogły się zwłaszcza w 1950 r., kiedy uchwalono bardzo wysoki jak na duńskie warunki budżet obronny. Sięgał on 3,5 proc. PKB, co oznaczało w cenach realnych dwuipółkrotny wzrost w porównaniu z okresem bezpośrednio przedwojennym. Wywołało to tradycyjne resentymenty pacyfistyczne i antymilitarystyczne, wyrażające się hasłem: budujcie szkoły, nie koszary.

Wysiłek ukierunkowany na odtworzenie sił zbrojnych podjęto jednak jeszcze przed przystąpieniem do NATO. Obejmował on również odbudowę floty. W pierwszej kolejności nacisk położono na siły trałowo-minowe oraz jednostki przeznaczone do utrzymywania kontaktu i manifestowania duńskiej przynależności Wysp Owczych i Grenlandii; Islandia była już od 1944 r. niepodległą, niezwiązaną z Danią republiką. W 1946 r. rząd liberała Knuda Kristensena pod naciskiem kierownictwa floty zdecydował o odbudowie sił podwodnych. Formalnie marynarka posiadała jeszcze cztery okręty typu H (starsze jednostki spisano w 1946 r.), zatopione przez załogi w Holmen w 1943 r., ale ich remont uznano na kosztowny i niecelowy pod względem wojskowym. Zwrócono się więc do Wielkiej Brytanii, która zaproponowała dzierżawę trzech okrętów budowy wojennej, należących do typu U. W ten sposób pozyskano – przy nader umiarkowanych kosztach – dwukrotnie większe od typu H jednostki, umożliwiające szkolenie w nowym standardzie technicznym. Ich przejęcie oznaczało m.in. odejście od torped kalibru 457 mm i wprowadzenie uzbrojenia kalibru 533 mm. Były to też pierwsze duńskie okręty dysponujące zapasową jednostką ognia, czyli możliwością powtórnego załadowania wyrzutni bez konieczności powrotu do bazy. Pierwszy okręt, czyli były brytyjski P 52, w czasie wojny dzierżawiony przez PMW jako ORP Dzik, przybył do Holmen we wrześniu 1946 r. Przygotowanie załogi trwało kilka miesięcy i jednostka podniosła duńską banderę 16 czerwca 1947 r. jako U 1. W 1951 r. nadano jej nazwę Springeren. Następnie do służby weszły U 2 (Støren) i U 3 (Sælen).Intensywnie eksploatowano je do lat 1957-1958, przygotowując nową generację podwodniaków.

W latach 1951-1953 okręty poddano modernizacji. W jej trakcie usunięto artylerię, zabudowano chrapy (po raz pierwszy zastosowane w duńskiej marynarce), wyposażono jednostki w nowe urządzenia hydroakustyczne i sprzęt łączności. Po wycofaniu z duńskiej służby okręty zwrócono Brytyjczykom, którzy je złomowali.

Własny projekt, własna budowa

Początkowo rozwój duńskich sił podwodnych cechowały konsekwencja i planowość, wyrażające się sukcesywnym wprowadzaniem do służby nowych jednostek. Załogi wyszkolone na jednostkach typu U przeszły bez większych problemów na cztery okręty typu Delfinen. Zaczęto je projektować pod koniec lat 40. XX w., wykorzystując zarówno własną wiedzę i doświadczenie, jak i dorobek sojuszników, w tym przyswojone przez nich elementy niemieckiej myśli technicznej. Trzymano się generalnych rozmiarów wyznaczanych przez okręty typu U. Oznaczało to przejście od koncepcji przybrzeżnych okrętów podwodnych, stanowiących element systemu bezpośredniej obrony wybrzeża – będącymi de facto zanurzalnymi bateriami torpedowymi ściśle współdziałającymi z artyleria nadbrzeżną, okrętami artyleryjskimi i torpedowcami – do okrętów podwodnych morza otwartego, działających samodzielnie w stosunkowo rozległych, acz nadal jednak ściśle wyznaczonych rejonach. Podążyła za tym zmiana podstawowych sposobów działań taktycznych, a co za tym idzie – w systemie szkolenia, który po okrzepnięciu wpływał na postawy oficerów w czasie służby, nabierających dzięki temu nowych doświadczeń i mentalności dowódczych. Dotyczyło to zresztą całych sił zbrojnych, które z tradycji prusko-francuskiej wchodziły w militarną kulturę anglo-amerykańską. Co ciekawe, choć okręty podwodne „oderwały się” od brzegu i zaczęły operować głównie we wschodniej części Basenu Arkońskiego, w północno-wschodniej części Basenu Bornholmskiego oraz w Rynnie Słupskiej, to w wymiarze operacyjnym nadal wykonywały to samo zadanie, które postawiono im jeszcze przed Wielką Wojną. Pozostawały mianowicie w gotowości do zwalczania desantu zagrażającego rejonowi zatoki Køge, z tą zmianą, że tym razem miały tam lądować nie oddziały niemieckie, lecz żołnierze polskiej 7. Łużyckiej Dywizji Desantowej.

Ujmując rzecz z ogólniejszej perspektywy, Dania w owym czasie mozolnie budowała całkowicie nowy system obronny. Ponoszono przy tym najwyższe od kilku dekad wydatki. Wojska lądowe wystawiały na początku lat 60. XX w. Jutlandzką Dywizję Zmechanizowaną (będącą wraz z niemiecką 6. Dywizją Zmechanizowaną oraz 51. Brygadą Zmechanizowaną Obrony Terytorialnej trzonem wojsk lądowych NATO w północnych Niemczech, na Jutlandii i wyspie Fionia) oraz trzy związki taktyczne rozmieszczone na pozostałych wyspach (1. Zelandzka Brygada Zmechanizowana, 2. Zelandzka Brygada Zmechanizowana i Brygada Piechoty Bornholm). Łącznie, po rozwinięciu mobilizacyjnym, było to ok. 60 tys. żołnierzy, czyli dwukrotnie więcej, niż Dania wystawiła w pierwszym okresie Wielkiej Wojny. Oddaje to skalę wysiłku obronnego. Na wysokim poziomie ilościowym i jakościowym utrzymywano wojska lotnicze, w całości podporządkowane sojuszniczym strukturom dowodzenia. Posiadały one dwie eskadry myśliwskie, trzy eskadry myśliwsko-bombowe, eskadrę rozpoznawczą, eskadrę transportową, eskadrę ratowniczą. Napotkano na cały szereg problemów szkoleniowo-organizacyjnych, które w najbardziej bolesny sposób objawiły się właśnie w lotnictwie. Dość powiedzieć, że na 244 dostarczone przez Amerykanów w ramach pomocy wojskowej samoloty F-86 aż 89 utracono w wypadkach, w których zginęło 40 pilotów. W ramach przedsięwzięć obronnych wokół Kopenhagi stworzono dwuwarstwowy system obrony przeciwlotniczej/przeciwrakietowej, oparty na zestawach Nike Hercules. Dodatkowe środki, często niewykazywane w budżecie obronnym, pochłonęło stworzenie od podstaw systemu obrony terytorialnej (Hjemmeværnet, HJV). Flota, prócz nowych okrętów, rozwijała dwa dostosowane do przyjęcia sił sojuszniczych punkty bazowania – w Korsør i Fredrikshavn. Bazą główną pozostawało kopenhaskie Holmen.

Marynarka w owym czasie posiadała oprócz okrętów podwodnych: 6 fregat brytyjskiej budowy wojennej typów HuntRiver i Flower, 4 nowe korwety włoskiej budowy, 22 ścigacze torpedowe, kilkadziesiąt jednostek trałowo-minowych i patrolowych oraz 2 duże jednostki ochrony rybołówstwa, przeznaczone do służby wokół Grenlandii i Wysp Owczych. Fregaty miały być duńskim wkładem w koalicyjny wysiłek na Północnym Atlantyku w trakcie spodziewanej drugiej bitwy o Atlantyk, tym razem prowadzonej ze Związkiem Radzieckim i jego sojusznikami. Ścigacze stanowiły z kolei komponent obrony przeciwdesantowej, przy czym podchodzące zespoły przeciwnika planowano wcześniej osłabić działaniami okrętów podwodnych i lotnictwa. Zaznaczyć trzeba, że od wstąpienia do NATO do połowy lat 60. XX w., gdy rozwinęła się już zachodnioniemiecka machina militarno-przemysłowa, Dania znajdowała się w sytuacji państwa wyjątkowo eksponowanego na atak ze Wschodu. Na kierunku jutlandzkim armię duńską mogła, co prawda, wesprzeć Brytyjska Armia Renu, ale obrona wysp była już przedsięwzięciem czysto duńskim. Bornholm pozostawał przy tym aż do końca zimnej wojny wyspą bez szans na skuteczną obronę (z podobnym dylematem zmagali się Szwedzi w odniesieniu do Gotlandii).

W pierwszej fazie przyszłej wojny marynarka duńska mogła liczyć tylko na siebie. Doskonale oddaje to fakt, że do czasu ponownego wcielenia do służby w 1957 r. w Bundesmarine jednostek Hai i Hecht, czyli odbudowanych U-Bootów wojennego typu XXIII, a potem również Wilhelma Bauera należącego do typu XXI, duńskie okręty podwodne stanowiły całość sojuszniczego potencjału w swej klasie, stacjonującego na Bałtyku.

Pierwotnie planowano zbudowanie trzech okrętów typu Delfinen. Jednakże wyjątkowe znaczenie Danii dla północnej flanki sojuszu otworzyło możliwości otrzymania pomocy finansowej na zakup wybranych typów uzbrojenia. Z własnego budżetu Kopenhaga sfinansowała trzy jednostki, za czwarty zaś zapłacili Amerykanie. Podpisując umowę, Duńczycy zobowiązali się przy tym, że docelowo ich flota osiągnie stan sześciu okrętów podwodnych, co jednak udało im się osiągnąć dopiero po upływie dekady.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X