• Środa, 17 lipca 2024
X

Japońskie siły eskortowe okresu zimnej wojny, część 2

Od drugiej połowy lat 60. XX w. projekty japońskich okrętów eskortowych weszły w fazę powszechniejszego zastosowania uzbrojenia rakietowego oraz bardziej zaawansowanych technicznie systemów elektronicznych. W dalszym ciągu można jednak wyraźnie podzielić je na niszczyciele (niszczyciele rakietowe) oraz coraz bardziej różniące się wielkością fregaty, w JMSDF konsekwentnie klasyfikowane jako niszczyciele eskortowe.

Japoński przemysł stoczniowy po kilkuletniej powojennej stagnacji bardzo szybko wrócił do budowy całkiem udanych konstrukcji okrętów wojennych różnych klas. W ciągu 10 lat (między rokiem 1954 a 1964) powstało m.in. 14 klasycznie uzbrojonych niszczycieli i 7 mniejszych jednostek wielkości korwet lub fregat. W przygotowaniu znajdowały się także kolejne projekty, w których widać ciągłość myśli konstruktorskiej i stałe dążenie do poszukiwania jak najdoskonalszych rozwiązań technicznych, przekładających się na parametry taktyczne budowanych okrętów. Przemysł stoczniowy zamówienia realizował bardzo szybko, a wcielane w skład JMSDF jednostki nie sprawiały większych kłopotów w czasie intensywnej eksploatacji. Początkowo tworzono konstrukcje relatywnie proste, w projektach zauważało się kontynuację wyrazistego stylu charakterystycznego dla jednostek powstających przed II wojną światową i w czasie jej trwania. Na pokładach montowano uzbrojenie i wyposażenie w zasadzie tylko produkcji amerykańskiej, z czasem jednak przemysł japoński zaczął wytwarzać pierwsze własne elementy elektroniki bojowej i coraz śmielej umieszczano je na kolejnych typach okrętów. Siłą rzeczy wraz z postępem technicznym w nowych projektach musiały się w końcu pojawić systemy rakietowe.

Kosztowny jedynak

Niszczyciele i niszczyciele eskortowe JMSDF powstawały w większości z myślą o wykonywaniu misji poszukiwania i zwalczania wrogich okrętów podwodnych. Uzbrojenie i wyposażenie elektroniczne budowanych i przejętych od US Navy jednostek dobierano właśnie pod kątem zadań przeciwpodwodnych, chociaż parę niszczycieli typu Akizuki odmiennie od pozostałych nazywano okrętami obrony przeciwlotniczej. Linie konstrukcyjne kadłuba tego właśnie typu miały początkowo posłużyć do stworzenia pierwszego japońskiego niszczyciela rakietowego. Budowę jednostki autoryzowano w 1961 r., po otrzymaniu zgody amerykańskiego kongresu na sprzedaż do kraju Kwitnącej Wiśni przeciwlotniczego systemu rakietowego Tartar. W trakcie pierwszych prób wpasowania wszystkich elementów nowego systemu uzbrojenia w istniejący już kadłub okazało się, że zwłaszcza w części rufowej typ Akizuki nie ma wystarczająco dużo miejsca. Prace projektowe należało więc zaczynać od początku. Tak powstał gładkopokładowiec z wolną przestrzenią na rufie i minimalną liczbą innych systemów uzbrojenia umieszczonych w części dziobowej. Wolna rufa miała gwarantować brak martwych sektorów zwalczania celów powietrznych dla rakiet systemu Tartar, choć i tak występowały one dla radiolokacyjnych stacji naprowadzania rakiet. Samotna jednoprowadnicowa wyrzutnia (z podpokładowym magazynem dla 40 rakiet), dwa smukłe kominy i dwie kolumny antenowe wspomnianych stacji SPG-51B, wyniesione maksymalnie w górę na specjalnych kolumnach wypełnionych w środku blokami funkcjonalnymi, tworzyły charakterystyczną sylwetkę tego nowego japońskiego niszczyciela, który przez pewien czas po zbudowaniu dzierżył palmę największego okrętu bojowego JMSDF. Szybko też okazało się, że koszt zakupu w tamtym czasie kompletnego zestawu okrętowego systemu Tartar był bardzo duży, stąd zdecydowano się na zamówienie tylko jednego okrętu. Według dostępnych niepełnych informacji zamiast jednego w pełni wyposażonego niszczyciela rakietowego JMSDF mogły mieć trzy klasycznie uzbrojone. Pamiętać też trzeba, że niemal jednocześnie zapadały decyzje o uruchomieniu produkcji seryjnej innych niszczycieli o podobnych rozmiarach i także wyposażonych w ówcześnie najnowsze systemy uzbrojenia, ale w dziale broni podwodnej.

Budowę tego rakietowego jedynaka, choć tym razem trwała nieco ponad dwa lata, znów prowadzono bardzo sprawnie. Wcielenie do służby pierwszego japońskiego niszczyciela rakietowego, który otrzymał nazwę Amatsukaze, odbyło się 15 lutego 1965 r. Na uwagę zasługuje fakt, że Japonia jako jeden z pierwszych krajów otrzymała od amerykańskiego Kongresu zgodę na zakup kierowanego, przeciwlotniczego systemu rakietowego. Mniej więcej w tym samym czasie system Tartar kupiła Francja dla modernizowanych już istniejących niszczycieli typu T47, a dwa lata później Holandia nabyła nieco większy system Terier dla jednego ze swoich przebudowywanych krążowników.

Dzięki swoim wymiarom, a co za tym idzie – sporej wyporności, Amatsukaze okazał się jednostką podatną na późniejsze modernizacje. Przede wszystkim kadłub miał spory zapas miejsca na ewentualne dozbrojenie czy dociążenie nowymi typami uzbrojenia i wyposażenia elektronicznego. Z drugiej strony koszty budowy okrętu, znacząco wyższe od dotychczasowych innych niszczycieli, sprawiły, że JMSDF na ponad dekadę zrezygnowała z kolejnych niszczycieli rakietowych i wróciła do rozwijania konstrukcji mających za zadanie głównie tropienie okrętów podwodnych. Ten priorytet było widać także po szybkich zmianach w wyposażeniu rakietowego jedynaka.

Już w 1967 r., w ramach pierwszego „liftingu”, w miejsce zdjętych ze śródokręcia dwóch zrzutni torped kal. 483 mm zamontowano przed nadbudówką dwie potrójne wyrzutnie torped kal. 324 mm, zestaw sonarowy SQS-4A i SQR-8 zastąpiono nowszym – SQS-23, a radar obserwacji powietrznej SPS-39 podmieniono na SPS-52. Rok później zwolnione na śródokręciu miejsce zajęła skrzyniowa wyrzutnia rakietotorped ASROC, sprawiając, że termin „niszczyciel rakietowy” nabrał bardziej uniwersalnego znaczenia. Montaż tej wyrzutni był możliwy dzięki wspomnianemu wcześniej dużemu potencjałowi modernizacyjnemu całej konstrukcji.

W 1978 r. dokonano ważnej zmiany w głównym systemie uzbrojenia okrętu. Zestaw Tartar zamieniono na nowocześniejszy Standard SM-1MR z takim samym zapasem rakiet w magazynie (40 szt.), ale nowego typu RIM-66A. Wymieniono także obie stacje naprowadzania na SPG-51C. Ostatnią modernizację przeprowadzono w połowie lat 80. XX w., kiedy to miejsce już przestarzałego systemu rozpoznania radioelektronicznego zajęły elementy trzech nowszych zestawów, a mianowicie: NOLR-6B (stacja rozpoznania), OPL-9B (stacja ostrzegająca przed namierzaniem przez obce rakiety) i OLT-3 (stacja zagłuszania). Warto dodać, że wszystkie były urządzeniami zaprojektowanymi i wykonanymi w Japonii, a dzięki nim okręt otrzymał możliwość nie tylko prowadzenia rozpoznania, ale także przeciwdziałania radioelektronicznego. Dodatek do nich stanowiły dwie wyrzutnie celów pozornych SBROC Mk 36. Niektóre starsze publikacje błędnie sugerowały, że okręt może obsługiwać śmigłowiec pokładowy, jednak ze względu na instalację rakietową wolnej przestrzeni na rufie nigdy nie wykorzystywano w sugerowanym celu.

Jedyny przez długi czas japoński niszczyciel rakietowy był intensywnie eksploatowany w trakcie swojej 30-letniej aktywnej służby.W sierpniu 1965 r., podczas trwającego od czerwca rejsu szkolno-nawigacyjnego zespołu japońskich niszczycieli, Amatsukaze zaliczył udany test systemu rakietowego. Na amerykańskim poligonie w pobliżu Hawajów odpalono jeden pocisk RIM-2A Tartar do celu treningowego. W latach późniejszych część takich testów wykonywano na poligonie w pobliżu Okinawy, np. na przełomie listopada i grudnia 1966 r. oraz na przełomie czerwca i lipca 1967 r. W czerwcu 1969 r. i w październiku 1970 r. kolejne testy znów przeprowadzono na poligonie amerykańskim, przy czym ten drugi był sprawdzianem zwalczania przez system Tartar celów nawodnych. W trakcie 30-letniej eksploatacji pierwszy japoński niszczyciel rakietowy odbył wiele oceanicznych rejsów w ramach zespołów bojowych floty. Brał udział w wielu ćwiczeniach z okrętami amerykańskim, australijskimi czy brytyjskimi. Gdy po wycofaniu jednostki przygotowano historię jego służby, wyliczono, że przepłynął łącznie 764 314 Mm.

Niszczyciel nie pełnił przejściowo żadnej funkcji pomocniczej, czy to jako okręt szkolny czy specjalny, chociaż jego koniec nie był najzwyklejszy. Po demontażu wszystkich przydatnych jeszcze elementów uzbrojenia i wyposażenia kadłub odholowano na wody zatoki Wakasa, gdzie go zatopiono w trakcie ćwiczeń z użyciem bojowym przeciwokrętowych pocisków kierowanych RGM-84C Harpoon.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X