• Wtorek, 25 czerwca 2024
X

Leatherman ARC – pierwszy po długiej przerwie

Oj, długo trzeba było czekać na premierę od Leathermana, nawet bardzo długo. Do tego ta premiera nastąpiła w dość niespotykanym momencie, bo na początku drugiej połowy roku, a nie – jak zwykle – na początku. Kultowy producent tooli załapał jakiś przestój w wypuszczaniu nowych modeli i przez ostatnich kilka/kilkanaście miesięcy panowała posucha (nie licząc limi towanych low runów z bajońsko drogiej serii kolekcjonerskiej Garage). Aż do momentu wypuszczenia Leathermana ARC.

Jako się rzekło – po długiej przerwie pojawił się w końcu nowy, premierowy model toola ze stajni amerykańskiego producenta. Oczywiście jego premiera była lekko podgrzewana, a grono fanów marki przebierało nogami z niecierpliwości, by móc już kupić nowy model swojego ulubionego producenta.

Ja również czekałem, choć nie podpalając się zbytnio i nie śledząc dokładnych szczegółów, tym bardziej że ich akurat Leatherman skąpił. Kiedy pokazały się pierwsze fotki spojrzałem na nie i stwierdziłem, że będzie to fajne narzędzie. I owszem, jest. Z tym, że w jego wypadku trudno jest mówić o jakiejś wyjątkowej nowości, bo…

Bo jak już ARC (zwany w Polsce przez niektórych „Arkiem”) trafił w moje ręce, to po otwarciu pudełka lekko się zdziwiłem. Zdziwienie wynikało z tego, że najnowsze dziecko Leathermana jest de facto mocnym upgradem toola FREE P4, którego mam już od kilku lat. Niby powinienem spodziewać się czegoś podobnego po informacjach, że ARC jest z linii FREE, ale mimo wszystko nie sądziłem, że jest on aż tak bardzo z tej linii.

To po kolei. ARC pochodzi z linii FREE, co oznacza, że może być w 100% obsługiwany jedną ręką, i to zarówno wtedy, kiedy mówimy o narzędziach, ostrzach i kombinerkach. W stanie złożonym utrzymywany jest sprytnym magnetycznym łącznikiem pomiędzy końcówkami rękojeści, który jest kluczową cechą serii FREE. Siła magnesów jest na tyle duża, że utrzymuje narzędzie złożone podczas przenoszenia np. w kieszeni, plecaku, torbie czy gdzie tam toola włożymy, ale gdy chcemy go otworzyć, to wystarczy uchwycić narzędzie jedną ręką, wymusić palcami lekkie rozdzielenie rękojeści, a następnie wykonać energiczny ruch, dokładnie taki sam, jak podczas otwierania noża balisong, zwanego z polska motylkiem. W ten sposób otworzymy narzędzie uwalniając szczypce, do których zablokowania w pozycji roboczej wystarczy już tylko ściśnięcie otwartych rękojeści do „zakliknięcia” szczęk na sprężynowej blokadzie. I już, narzędzie gotowe do pracy. Kiedy je złożymy, to – według instrukcji – wystające na zewnątrz rękojeści płaskie części szczęk mają stanowić młotek. No faktycznie, da się tego użyć w tym charakterze, choć do nieprzesadnie ciężkich prac.

Szczęki są dość potężne – zaklasyfikowałbym je gdzieś pomiędzy narzędziami z serii Home i Work. Oczywiście mają część przewężoną, szeroką i zaokrągloną, wymienne przecinaki do drutu (miękkiego i twardego) oraz obciskacz do konektorów. Jak to u Leathermana.

Rękojeści wykonano z blachy ze stali nierdzewnej i wykończono wysoko wytrzymałą powłoką DLC – zadbano tu o bardzo dobrą estetykę, bo uchwyty są bikolorowe, z zewnątrz czarne, a w środku srebrne, co daje bardzo dobry efekt wizualny i sprawia, że ARC jest po prostu bardzo ładnym przedmiotem. Gwoli ścisłości – kształt rękojeści jest niemal identyczny, jak P4, no ale w końcu to ta sama seria…

Narzędzia w rękojeściach umieszczono tak, aby można było wszystkie otworzyć i schować używając tylko jednej dłoni, podobnie jak ma to miejsce w P2 i P4, zresztą zastosowano także takie same sposoby blokowania narzędzi, choć ich zestaw i forma uległy znacznym, idącym na plus, zmianom.

Na początek klinga noża – w ARC jest ona czarna jak sumienie faszysty (cytując Sergiusz Piaseckiego), pokryta powłoką DLC i wykonana ze stali MagnaCut, która weszła na rynek mniej więcej dwa lata temu, a jej skład procentowy wygląda następująco: C 1,15%, Cr 10,7%, Mo 2%, V 4%,Nb 2%, N 0,2%. Dodatkowo charakteryzuje się ona wysoka wytrzymałością oraz trzymaniem ostrości na poziomie stali V4E, lepszą odpornością na korozję od stali Elmax oraz udarnością odpowiadającą stalom V4. Ostrze plain ma profil sheepfoot oraz kołeczek do otwierania jedną ręką, a blokowane jest, jak pozostałe narzędzia, blokadą typu back lock, oczywiście także skonstruowaną tak, by obsługiwać ją jedną ręką i to niezależnie z której strony (prawej lub lewej). Ostrze faktycznie ostre ekstremalnie i bardzo dobrze trzymające ostrość, do tego kołeczek jest znacznie wygodniejszy, niż stosowane dotąd wycięcie w ostrzu.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X