• Sobota, 22 czerwca 2024
X

Międzynarodowe Pokazy Lotnicze Air Show Radom 2023

Po trwającej pięć lat przerwie na radomskie lotnisko powróciły Międzynarodowe Pokazy Lotnicze, które zwykle odbywały się co dwa lata i na trwale zapisały się w kalendarzu imprez tego typu. Tegoroczna edycja Air Show Radom miała swój wyjątkowy charakter, bowiem po raz pierwszy szeroka publiczność mogła obejrzeć z bliska nowe nabytki polskiego lotnictwa wojskowego, które trafiły do naszego kraju niewiele tygodni wcześniej. Jak zwykle licznie wystąpili zagraniczni goście oraz prywatni posiadacze latających zabytków.

Każdego dnia pokazy zaczynały się od bloku z udziałem samolotów zabytkowych, który zastąpił znany stałym bywalcom imprezy blok aeroklubowy. Mogliśmy więc cieszyć się odbudowaną po wypadku repliką RWD-5, repliką RWD-8, zabytkowym Piper Cubem, a także szkolnymi samolotami DHC-1 Chipmunk i T-6 Harvard. Wisienką na historycznym torcie był występ drugowojennego myśliwca P-51 Mustang. Chociaż wystąpiły w innych częściach pokazów, to do kategorii latających zabytków śmiało można też zaliczyć parę myśliwców Lim-2/SBLim-2 oraz duet szkolnych maszyn TS-11 Iskra.

Po zabytkach następowała defilada z udziałem wojskowych statków powietrznych. Otwierały ją lekkie wiropłaty G2 i R44 należące do Lotniczej Akademii Wojskowej. Za nimi przeleciały śmigłowce Lotnictwa Wojsk Lądowych coraz cięższych typów: Mi-2, W-3, Mi-8/17. Osobną formację stanowiły morskie W-3WARM i Mi-14PŁ wespół z Mi-17 i S-70i Wojsk Specjalnych. Część śmigłowcową zamykały białe W-3 i Mi-8S floty rządowej. Na czele ugrupowania samolotowego dzielnie podążały szkolne DA40 i DA42, po których miał miejsce przelot Orlików w zwartym szyku. Potem przyszła kolej na Bryzy otwierające część transportową, w której można też było zobaczyć C-130E w towarzystwie C295M oraz wojskowego G550 i Boeinga 737-800. W ten sposób nastąpiło płynne przejście do odrzutowców, kolejno zatem przeleciały formacje M-346, Su-22, MiG-29 oraz F-16. Defiladę zamykał pojedynczy MiG-29 w towarzystwie FA-50, który w ten sposób symbolicznie przekazał obowiązki swemu bezpośredniemu następcy.

Niewiele chwil potem rozpoczęła się zasadnicza część występów, którą zainicjowała z przytupem para Su-22 wykonująca symulowaną misję CAS (bliskiego wsparcia). Po niskim przelocie maszyn uderzeniowych płyta lotniska pokryła się płomienistymi wybuchami, które imitowały eksplozje zrzuconych bomb. Zaraz potem na niebie pojawiły się gaśnicze Dromadery, które dokonały pokazowego zrzutu wody na tlące się wciąż od wybuchów resztki suchej trawy. Trzeba przyznać, że było to bardzo twórcze wykorzystanie tych maszyn, które dla lepszego efektu zrzuciły wodę zabarwioną na biało i czerwono. Tego rodzaju zamienne przetykanie się występów samolotów wojskowych i prywatnych trwało zresztą do samego końca imprezy. Dało to możliwość dłuższego ochłonięcia po ogłuszającym huku dopalaczy, bez większych przerw w programie.

Spośród odrzutowców z bardzo dobrej strony pokazał się solista brytyjskiego Typhoona, chociaż dla Flt Lt Matthew Brighty'ego był to pierwszy sezon po objęciu tej funkcji. Podczas sobotnich akrobacji można było zobaczyć jego ewolucje na efektownie pomalowanym myśliwcu zwanym „Blackjack”, ale w niedzielę przesiadł się do szarej maszyny rezerwowej.

Jak zwykle dobrą wiązankę akrobacji zaprezentował grecki F-16C z Demo Team „Zeus”. Przy czym wszyscy słuchający komentarza do tego występu mogli się przekonać, że Grecy wymawiają słowo „Zeus” jako „Zus”, co w kraju nad Wisłą zawsze budzi ciepłe skojarzenia z instytucją odpowiedzialną za powszechne ubezpieczenia społeczne.

Miło było również popatrzeć na pokazowe F-16AM w barwach lotnictwa Danii i Belgii. Każdy z tych samolotów przyciągał uwagę widzów na swój charakterystyczny sposób. Estetyczna prostota skandynawskiego krzyża rywalizowała z wyrafinowanym wzorem belgijskiego węża. Każdy więc mógł znaleźć tutaj coś podług własnego gustu. Nie sposób pominąć czeskiego Gripena, którego pilot, mimo sporej konkurencji ze strony mocniejszych maszyn, wcale nie wydawał się speszony.

Największe wrażenie zrobił chyba jednak fiński F/A-18 Hornet i to mimo faktu, że udekorowana kolorowymi statecznikami maszyna przez oba dni pozostawała na ziemi. Ostre manewry pionowe i częste użycie flar z pewnością zaskarbiły sympatię wielu oglądających. Na radomskim niebie zadebiutował ze swoim pokazem wywodzący się z Dęblina M-346 Demo Team. Trzeba przyznać, że występ solowego Bielika wyglądał bardzo atrakcyjnie i dynamicznie. Pilot wykonywał złożone wiązanki figur akrobacji lotniczej, a przeloty wzdłuż publiczności często odbywały się w docenianej zwłaszcza przez fotografów pozycji odwróconej.

Reprezentant polskiego F-16 Tiger Demo Team w dwa dni wystąpił na dwóch różnych samolotach, przy czym niedzielny lot na dwumiejscowym egzemplarzu był wizualnie efektowniejszy. Działo się tak nie tylko z powodu agresywniejszych manewrów, ale też ze względu na to, że ta odmiana ma większą liczbę wyrzutników flar, których zasiadający za sterami „Slab” nie szczędził. Ciekawym urozmaiceniem występu była demonstracja czynności przedstartowych wokół grzejącego silnik F-16 w wykonaniu personelu naziemnego Tiger Demo Team, co stanowiło doskonałe uhonorowanie ich niezwykle odpowiedzialnej pracy.

Jeśli chodzi o śmigłowce, to na szczególne wyróżnienie zasługuje znany z ryzykownych wyczynów Felix Baumgartner, który brawurowo zaprezentował niezwykłe możliwości lekkiego Bo 105. Majestatycznie i zadziwiająco żwawo poruszał się przyszły ciężki śmigłowiec Marynarki Wojennej AW101, który był pilotowany przez załogę fabryczną. Wcale nie gorzej wypadł kawaleryjski AW149. Trio firmy Leonardo uzupełniał najlżejszy AW109, który jest oferowany polskiemu wojsku jako następca poczciwych Mi-2. W kategorii śmigłowców ratowniczych można było zobaczyć różne techniki podejmowania poszkodowanych prezentowane przez polską Anakondę oraz czeskiego Sokoła. Swoje kilka minut miał również szkolny Puszczyk, który dopiero od bieżącego sezonu aktywnie bierze udział w demonstracjach dynamicznych.

Osobną kategorię stworzyły samoloty transportowe. W powietrzu popisywały się załogi wojskowego M-28 oraz białej maszyny tego samego typu z zakładów PZL Mielec. Największą uwagę przyciągał jednak samolot C295M nr 012 z efektownym malowaniem Smoka Wawelskiego na boku kadłuba. Grafika powstała tuż przed imprezą, choć projekt dojrzewał znacznie dłużej. Dzięki inicjatywie żołnierzy 8. Bazy Lotnictwa Transportowego, którzy zdecydowali się w ten sposób upamiętnić 20 lat służby C295M w polskich Siłach Powietrznych, sprawa nareszcie doczekała się finalizacji.

Wśród grup akrobacyjnych bezkonkurencyjni byli Szwajcarzy z zespołu „Patrouille Suisse”. Helwetów prześladował jednak niefart. W niedzielę, w trakcie finalnego przelotu na plecach, solista zderzył się z ptakami. Zdarzenie nie było zbytnio widoczne z miejsc dla publiczności, ale po zakończeniu pokazu widać było, że drugi samolot zespołu podleciał do pechowego F-5 i dokonał zewnętrznych oględzin. Widok musiał być na tyle nieprzyjemny, że po lądowaniu zdecydowano się nie defilować tą maszyną wzdłuż położonej przed publicznością drogi kołowania, lecz samolot wrócił na płytę postojową poruszając się po znacznie bardziej oddalonym od widzów pasie. „Patrouille Suisse” stanowił jedyną wielosamolotową grupę na maszynach odrzutowych obecną w Radomiu. Bardzo korzystne dla imprezy byłoby wystąpienie jeszcze jednego lub dwóch takich zespołów.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X