• Sobota, 18 maja 2024
X

Niszczyciele projektu 30 – modernizacje znane i nieznane– część 2

Radzieckie niszczyciele projektu 30 już w czasie projektowania, a tym bardziej w okresie budowy serii, były jednostkami z przestarzałym uzbrojeniem i wyposażeniem, które nie pozwalało wykorzystać potencjału solidnie zaprojektowanego kadłuba. Później nie miały też szczęścia do modernizacji. Zrealizowane ulepszenia okazały się niedoskonałe, a niewdrożone projekty modernizacji – za bardzo ambitne i w ocenie wojskowych decydentów zbyt kosztowne do przeprowadzenia.

Najliczniejsze radzieckie niszczyciele przez lata uważano za jednostki o niewielkim potencjale modernizacyjnym. Wszystko to za sprawą ogólnie panującego przeświadczenia, że w marynarce wojennej ZSRR niechętnie podchodzono do programów przebudowy już eksploatowanych okrętów. Nie jest to do końca prawda, zwłaszcza gdy zna się liczbę przygotowanych planów przebudowy i przezbrojenia jednostek poszczególnych klas i projektów, a było tego naprawdę sporo. Inną sprawą jest fakt, że wiele z przygotowanych propozycji zmian w ogóle nie wdrażano, a inne kończyły się na pracach stoczniowych na jednym okręcie i zamknięciu programu po przeprowadzeniu prób morskich. Często bowiem uznawano, że wprowadzenie zmian konstrukcyjnych jest nieopłacalne i nowe typy testowanego uzbrojenia, wyposażenia elektronicznego czy napędu przeznaczano wyłącznie dla nowych projektów.

Kłopotliwe nowe niszczyciele

W sumie zbudowano 70 niszczycieli projektu 30bis, które wraz z krążownikami projektu 68bis, dozorowcami projektu 50, ścigaczami okrętów podwodnych projektu 122bis i kutrami torpedowymi projektu 183 tworzyły trzon głównych sił nawodnych wszystkich czterech flot radzieckiej marynarki wojennej. Taka struktura sił nawodnych w 1941 r., wraz z licznymi flotyllami okrętów podwodnych, stałaby się zapewne idealnym narzędziem obrony, ale w połowie lat 50. XX w. już niemal całkowicie zestarzała się technicznie i moralnie.

Koncepcja niszczyciela projektu 30, wymyślonego pierwotnie jeszcze w 1937 r. jako jednostka artyleryjsko-torpedowa, mimo wprowadzonych zmian odpowiadała zasadom działań bojowych w pierwszej fazie II wojny światowej, które w latach 50. XX w. zaczynały jednak być dla jednostek tej klasy marginalne. Brakowało przede wszystkim skutecznych środków wykrywania i rażenia celów powietrznych oraz okrętów podwodnych. Silna artyleria głównego kalibru i broń torpedowa stanowiły oręż przeciwko nie tym, co trzeba – a właściwie nieistniejącym, bo w większości zatopionym lub złomowanym – jednostkom nieprzyjaciela.

Groźnie wyglądające wieże z armatami kal. 130 mm i nawet ta rufowa z armatami kal. 85 mm nie spełniały podstawowych kryteriów broni przeciwlotniczej. Kąt podniesienia luf w wieżach głównego kalibru wynosił zaledwie +45°, a to było stanowczo za mało do prowadzenia ostrzału celów powietrznych na wyższych pułapach. Do tego system kierowania ogniem Mina-30bis nie potrafił wypracować parametrów do prowadzenia ognia do szybko poruszających się obiektów, nawet w granicach wyznaczonych przez ten kąt podniesienia. Z kolei armaty kal. 85 mm miały niską szybkostrzelność, wolno zmieniały położenie zarówno w pionie, jak i w poziomie. Jakby tego było mało, system kierowania ogniem Sojuz 30bis (w końcu przeciwlotniczy) nie mógł wypracować danych do ostrzału obiektów nurkujących lub lecących w prędkością większą niż 240 m/s, co czyniło go bezużytecznym w walce z samolotami odrzutowymi. Armaty kal. 37 mm – czy to pojedyncze, czy podwójne – również pozostawały bezradne w zwalczaniu szybkich obiektów.

Silne uzbrojenie torpedowe pozostawało w zasadzie bezrobotne, w zasadzie bowiem podczas II wojny światowej zaprzestano używania torped przeciwko celom nawodnym. Wyrzutnie teoretycznie można byłoby ładować elektrycznymi torpedami przeciwpodwodnymi, ale do tego potrzebowano stacji hydrolokacyjnej o odpowiednim zasięgu i przystosowanego do ich odpalania systemu kierowania uzbrojeniem. Wreszcie rufowe zrzutnie i miotacze bomb głębinowych stawały się powoli przeżytkiem w walce z okrętami podwodnymi.

Nic więc dziwnego, że w 1952 r. zapadła decyzja o wstrzymaniu kładzenia stępek pod kolejne niszczyciele tego projektu. I tak ostatecznie ich liczba na kilka lat determinowała wykorzystanie tej klasy w radzieckich flotach. Już w 1954 r. w Dowództwie Marynarki Wojennej wydano pierwsze decyzje w sprawie opracowania planów częściowej modernizacji uzbrojenia i wyposażenia elektronicznego. Wykonanie projektu zlecono Centralnemu Biuru Konstrukcyjnemu nr 53 (CKB-53). Najważniejszym celem tego zadania było zwiększenie skuteczności obrony przeciwlotniczej niszczycieli. Konkretne propozycje przygotowano dość szybko, zdecydowano się bowiem na niezbyt skomplikowaną, nieingerującą zbyt mocno w strukturę kadłuba wymianę dwóch systemów artyleryjskich oraz powiązanych z nimi systemów radiolokacyjnych i kierowania ogniem. Ich miejsce miały zająć gotowe już prototypowe systemy, testowane na jedynym niszczycielu projektu 41, czyli jednostce Nieustraszimyj. Proponowano zdjęcie wieży z armatami kal. 85 mm oraz wszystkich stanowisk, pojedynczych i podwójnych, kal. 37 mm. Ich miejsce miały zająć dwa poczwórne stanowiska ZIF-68 kal. 45 mm z radarowym systemem kierowania ogniem Fut-B oraz cztery poczwórne stanowiska 4M-120P kal. 25 mm z systemem autonomicznego naprowadzania. Te pierwsze miały stanąć na miejscu wieży z armatami i wieżą systemu kierowania ogniem kal. 85 mm, drugie natomiast parami chciano ustawić zamiast armat kal. 37 mm w części dziobowej i na śródokręciu. Propozycję przezbrojenia poddano ocenie w Dowództwie Marynarki Wojennej i zgłoszono kilka uwag. Minusem była możliwość obsługi obu stanowisk ZIF-68 namiarami z radaru Fut-B tylko w wąskim zakresie kątowym; przy strzelaniu rozdzielnym – np. do dwóch obiektów na obu burtach – jedno stanowisko nie miałoby dostępu do informacji radiolokacyjnej. Za konieczne wskazano zastąpienie radarów Gjuis-1M i Rif radarem Fut-N, a przyrost masy nowych urządzeń zamierzano ewentualnie zrekompensować montażem tylko jednej pary stanowisk z armatami kal. 25 mm, tymi w części dziobowej. Z zakresu zmian wyłączono wymianę wież głównego kalibru, choć już wtedy w produkcji seryjnej znajdowały się stabilizowane, przystosowane do zwalczania celów powietrznych, wyposażone w dalocelownik radiolokacyjny i naprowadzane także przez radar Fut-B wieże typu SM-2-1 (znane z niszczycieli projektów 51 i 56). Wymagałoby to już jednak znaczniejszych ingerencji w kadłub, nowe wieże były bowiem znacznie większe i masywniejsze, dlatego ich montaż na projekcie 30bis od razu wykluczono.

W połowie 1955 r. poprawiony projekt ponownie trafił pod obrady komitetu technicznego i wtedy rozważano już praktyczne strony prac modernizacyjnych. Dla pojedynczego niszczyciela wyceniono je na ok. 30 mln rubli (budowa nowego okrętu kosztowała ówcześnie około dziesięciokrotnie więcej, trzeba też jednak pamiętać o wysokiej inflacji w ZSRR i denominacjach), natomiast pobyt w stoczni każdego okrętu miał trwać około osiem miesięcy. Chociaż więc koszt wprowadzenia zmian nie wydawał się wysoki, a okręty były nowe i warte modernizacji, to jednak z wdrożenia tego projektu na wszystkich okrętach ostatecznie zrezygnowano. Armia radziecka wkraczała w okres zachwytu nad systemami rakietowymi i uznano, że ponoszenie kosztów wprowadzania systemów artylerii lufowej nie jest przyszłościowe. Postąpiono tak nie tylko w przypadku projektu 30bis, ale również krążowników projektów 26, 26bis i 68bis oraz niszczycieli projektu 7U.

Nie oznaczało to jednak wprowadzania zmian w uzbrojeniu i wyposażeniu elektronicznym na części pozostawionych w aktywnej służbie operacyjnej niszczycieli projektu 30bis. Zmiany pojawiały się już w trakcie budowy kolejnych kadłubów oraz eksploatacji, zwykle podczas dłuższych remontów, bez precyzyjnych planów przygotowywanych przez konkretne biuro konstrukcyjne. Warto je prześledzić, aby udowodnić, że 70 niszczycieli budowanych w czterech stoczniach różniło się od siebie, i to nawet dość wyraźnie.

Pierwsza różnica, najłatwiejsza do zauważenia, objawiała się w przednim maszcie. Na jednostkach tzw. pierwszej serii produkcyjnej (tych z pojedynczymi armatami kal. 37 mm), a także drugiej (z podwójnymi stanowiskami W-11M kal. 37 mm) był on znacznie wyższy i smuklejszy. Dopiero w trzeciej serii zdecydowano się na ustawianie masztu krótszego i przystosowanego do montażu większej liczby anten systemów radarowych i łączności. Jednocześnie okazało się, że pierwotna konstrukcja wchodziła w silne wibracje na wodach atlantyckich i na Pacyfiku, uniemożliwiając właściwą pracę radarów. Krótszy maszt wymieniano więc systematycznie na pierwszych niszczycielach, które trafiały na okresowe remonty, chociaż część z nich zachowała je, bo remonty przeszła, zanim zapadła decyzja o wymianie. Dotyczyło to ok. 10 jednostek, w tym na pewno o nazwach: StriemitielnyjBiesszumnyj, SmiełyjStoikijOtmiennyjOzariennyjBditielnyjBiezupriecznyj. Dwa pierwsze otrzymały nowe maszty dopiero podczas modernizacji do projektu 31, na pozostałych te długie ostatecznie przetrwały cały okres służby.

Wspomniana trzecia seria produkcyjna projektu 30bis wyróżniała się zmianami w zestawie wyposażenia elektronicznego z zachowanym zestawem czterech podwójnych stanowisk kal. 37 mm. Nowym radarem w zestawie była stacja artyleryjska Załp, zamiast wcześniejszej Zaria, która pojawiła się od początku na okrętach drugiej serii, a na tych z pierwszej montowano ją podczas pierwszych remontów w miejsce absolutnie przestarzałej Redan-2. Od początku montowano też nowsze miotacze bomb głębinowych BMB-2.

Zestaw uzbrojenia niszczycieli projektu 30bis był w zasadzie na wszystkich jednostkach identyczny, tylko Wiortkij nie miał rufowej pięciorurowej wyrzutni torped. Pojawiło się za to sporo różnic w wyposażeniu elektronicznym. Cztery niszczyciele – SmiełyjSierdityjStatnyjWiortkij – otrzymały radary obserwacji powietrznej P-10 z anteną montowaną na drugim maszcie (na trzech pierwszych początkowo były to stacje P-8, będące pierwszym wariantem produkcyjnym). Inne jednostki wyposażono w mniej lub bardziej rozbudowany zestaw stacji rozpoznania radioelektronicznego. Urządzenia systemów Krab i Korałł, montowane na obu masztach, otrzymały SmiełyjBiezupriecznyjOstorożnyj. Z kolei Otwietstwiennyj i Bystryj oraz dwa niszczyciele z Floty Pacyfiku miały tylko stacje systemu Korałł na przednim maszcie. Nie było więc to nawet z czasem standardowe wyposażenie przypisywane do tego projektu, a jedynie wyjątki, dzięki którym obce floty łatwiej identyfikowały spotkane jednostki, a dziś są elementem pozwalającym opisać anonimowe zdjęcia. Na części dłużej eksploatowanych jednostek pojawiły się, także z czasem, nowe radary nawigacyjne; montowano przede wszystkim mocno rozpowszechnioną stację typu Don.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X