• Czwartek, 18 lipca 2024
X

Okręty desantowe świata cz. 1

Nagle sobie uzmysłowiłem, jak odmiennie wszystko mogłoby się ułożyć, gdyby Hannibal dokonał inwazji Italii drogą morską, albo gdyby po inwazji miał swobodne połączenie morskie z Kartaginą – wspominał Alfred T. Mahan (1840-1914) amerykański wybitny teoretyk morskiej sztuki wojennej. Po latach studiów historycznych uznał, że rozwój i upadek imperiów, a także przyszłe losy narodów zależą od panowania na morzu. Zapewne wielu politologów traktuje jego poglądy jako zbyt jednostronne, jednak praktycy wojskowi i stojący za nimi decydenci dalej postępują zgodnie z jego teorią. Operacje z morza były i są prowadzone w rejonach, gdzie dyplomacja nie wykazała skuteczności, a atak z lądu jest niemożliwy z przyczyn geograficznych (np. wyspa lub pustynia) tudzież politycznych – brak zgody sąsiadujących państw na przemarsz wojsk.

Przymusowe wejście

Demokracje świata oczekują szybkich i zdecydowanych działań państw operujących pod egidą Organizacji Narodów Zjednoczonych, czy też NATO w rejonach wojen lub zagrożonych konfliktem, jak również ratowania ludzi narażonych na skutki kataklizmów. Duże floty dysponują pełnym arsenałem środków mogących sprostać tym zadaniom.O korzyściach z utrzymania sił desantowych po raz pierwszy od czasów tzw. wojny o Falklandy przekonali się stratedzy w czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Obawa przed amerykańskim atakiem z morza trzymała w szachu dwie doborowe dywizje irackiej Gwardii Republikańskiej, które nigdy nie znalazły się na newralgicznym odcinku frontu, gdzie sprzymierzeni przełamali linie obrony Saddama Husajna (mimo iż ostatecznie żaden żołnierz piechoty morskiej nie wylądował na brzegu).

Obecnie międzynarodowe zespoły sił desantowych już kilkakrotnie dowiodły swojej użyteczności, choćby w operacjach prowadzonych na Bałkanach: w Bośni oraz Albanii (wojna o Kosowo). Zapewniają stały przerzut oraz zaopatrywanie wojsk w rejonach pozbawionych infrastruktury portowej. Ich obecność, w ramach działań pokojowych, może stanowić znaczącą siłę zdolną narzucić polityczną wolę. W przypadku eskalacji konfliktu, mają także kapitalne znaczenie w razie konieczności wycofania się, ewakuacji obserwatorów i rozjemców. Zapewniają tym samym spory komfort psychiczny dla ludzi działających w trudnym terenie (ci mogą być bowiem pewni, że pomoc z morza jest zawsze dostępna i pozostaje w zasięgu ręki).

Zmiana priorytetów

Jeszcze nie tak dawno uważano, że np. wielkie operacje desantowe, takie jak prowadzone podczas II wojny światowej czy też w trakcie konfliktu koreańskiego są zbyt ryzykowne ze względu na wzrost możliwości defensywnych obrony wybrzeża. Największym zagrożeniem dla sił inwazyjnych zawsze były miny morskie i lądowe, przeszkody inżynieryjne oraz ataki z powietrza. Wobec tego zachodni komentatorzy uważali, że tylko marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii (obecnie do tego zacnego grona zaliczyć można jeszcze Włochy, Australię i – w przyszłości – także Chiny) dysponuje potencjałem zdolnym do przeprowadzenia desantu na odległych akwenach w sile co najmniej jednej brygady piechoty morskiej, a to i tak wiąże się ze sporym ryzykiem. Na przykład w 1982 roku, aby odzyskać Falklandy, Brytyjczycy musieli zmobilizować do tego celu w zasadzie całą swoją flotę.

Praktyka pokazała jednak, że operacje desantowe jak najbardziej są możliwe także we współczesnych czasach. Warunkiem koniecznym osiągnięcia powodzenia jest m.in. konieczność wywalczenia tzw. kontroli morza na danym akwenie. Teoretycznie samodzielnie dokonać tego może obecnie jedynie US Navy. W praktyce połączone „zasoby” inwazyjne kilku mniejszych państw, działających w sojuszu np. w operacjach pokojowych, mogą stanowić znaczącą siłę zdolną narzucić polityczną wolę. Stąd m.in. wzrost popularności mniejszych uniwersalnych okrętów desantowych-doków.

Według poglądów amerykańskich, współczesna podstawowa grupa sił desantowych powinna składać się z tzw. oddziału ekspedycyjnego, specjalnego oraz jednostek desantowych. W skład takiego zespołu wchodzi uniwersalnych okręt desantowy-dok (LHD, Landing Helicopter-Dock) lub bez doku (LHA, Landing Helicopter Assault), okręt transportowy-dok (LPD, Landing Platform-Dock), okręt desantowy-dok (LSD, Landing Ship-Dock) i dwa okręty do transportu pojazdów opancerzonych (w tym czołgów) klasy LST (Landing Ship Transport). W tym wariancie łączna wyporność okrętów grupy wynosi ok. 70 000-80 000 t. (nie licząc oczywiście eskorty). W pewnych okolicznościach skład zespołu można jednak ograniczyć do trzech jednostek.

Waga ciężka

W szeroko pojętych operacjach desantowych przodującą rolę odgrywa US Navy, mająca nie tylko bogate doświadczenie w działaniach tego rodzaju, co dysponująca największymi i najnowocześniejszymi środkami walki. W skład jej sił inwazyjnych (liczących obecnie ok. 120 jednostek, w tym aż 47 dużych i średnich) wchodzą uniwersalne okręty desantowe-doki klasy LHD, uniwersalne okręty desantowe klasy LHA, klasyczne jednostki desantowe, okręty wsparcia ogniowego, osłony, lotnictwo oraz piechota morska. Te pierwsze łączą w sobie cechy śmigłowcowców i jednocześnie (poniekąd) lotniskowców lekkich z ciągłym pokładem lotniczym i boczną nadbudówką zwaną „wyspą”. Jednostki te mogą zatem realizować bardzo szeroką gamę zadań, od typowo desantowych, poprzez pełnienie funkcji okrętów wsparcia aż po misje uderzeniowe. Nie są lotniskowcami, ale zdolność operowania różnego rodzaju statkami powietrznymi czyni z nich bardzo groźną broń, także w misjach typowo morskich jak np. ASW (Anti-Submarine Warfare, czyli zwalczania okrętów podwodnych). Mogą równie skutecznie działać w regionach dotkniętych klęskami żywiołowymi, pełniąc funkcję mobilnych szpitali oraz jednostek naprawczych, jak również kierować całymi operacjami morskimi w charakterze okrętów flagowych. Generalnie są to jednostki tak wszechstronne, że stanowią obecnie fundament amerykańskich Eskadr Amfibijnych PHIBRON (Amphibious Squadrons) oraz Ekspedycyjnych Grup Uderzeniowych ESG (Expeditionary Strike Group, ESG).

Ich geneza sięga jednak dużo wstecz, bo aż do końca lat 50. XX wieku. Renesans sił desantowych w US Navy zapoczątkowało bowiem siedem jednostek klasy LPH (Landing Platform Helicopter) typu Iwo-Jima wybudowanych w latach 1959-1970. Służyły one długo, bo aż do 2002 roku, co przy okazji było świadectwem ich użyteczności. Kolejną generację stanowiło pięć ogromnych (blisko 40 000 tonowych), konstrukcyjnie nowatorskich uniwersalnych śmigłowcowców desantowych typu Tarawa (klasyfikowanych – błędnie – jako LHA i to mimo posiadania doku). Jednostki te wprowadzono do służby w latach 1976-1980. Mimo dużej przydatności, zdecydowano się je wycofać z linii w latach 2005-2015, a to z powodu niemożności dostosowania ich do obsługi wielozadaniowych myśliwców F-35B Lightning II. To właśnie te okręty zastępowane są obecnie przez jednostki typu America. Kosztem możliwości prowadzenia desantu drogą morską zwiększono bowiem zdolności operowania różnego rodzaju statkami powietrznymi, co wymusiło m.in. rezygnację z zatapialnego doku, a więc i eksploatacji poduszkowców tudzież, barek desantowych. Przełom nastąpił jednak w 1989 roku, gdy do służby wszedł pierwszy uniwersalny okręt desantowy-dok (LHD) typu Wasp, stanowiący w istocie znaczące rozwinięcie projektu jednostek typu Tarawa. Z uwagi na pozytywne doświadczenia związane z ich eksploatacją (oraz rosnącą świadomością wagi sił desantowych), zdecydowano się na budowę aż osiem okrętów typu Wasp. Za ich konstrukcję odpowiedzialna była wyłącznie stocznia Ingalls Shipbuilding w Pascagoula (stan Missisipi). Co ciekawe, piąta jednostka serii – USS Bataan (LHD-5) – została skonstruowana w systemie modułowym, co skutkowało tym, że z chwilą wodowania okręt był ukończony w aż 75%. Był to swoją drogą pierwszy z Waspów, który od razu został przystosowany do swobodnego zakwaterowania przedstawicielek tzw. płci pięknej (pozostałe jednostki klasy LHD musiały przejść odpowiednie modernizacje). Na okrętach jest bowiem miejsce dla 450 kobiet należących zarówno do stałej załogi, jak i Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych USMC (United States Marine Corps).

Prace koncepcyjne nad programem uniwersalnego okrętu desantowego o poszerzonych zdolnościach prowadzenia operacji powietrznych (kosztem typowo morskich) rozpoczęły się już w 2001 r w ramach programu LHA(R) Flight 0. Założeniem było przede wszystkim zrezygnowanie z zatapialnego doku na rzecz zwiększonych zapasów paliwa i uzbrojenia lotniczego oraz możliwości pełnej konserwacji na pokładzie nawet największych maszyn pokroju MV-22B Osprey. Do tego doszła chęć przystosowania jednostek pod najnowsze myśliwce F-35. Uwzględniając wszelkie doświadczenia zebrane z eksploatacji typu Tarawa oraz ostatniego z jednostek klasy LHD typu Wasp, 1 czerwca 2007 roku US Navy i koncern Northop Grumman podpisały kontrakt o wartości 2,4 mld USD na projekt i konstrukcję jednostki prototypowej LHA-6, przyszłego USS America. Budową okrętu (w systemie modułowym) zajęła się stocznia Huntington Ingalls. Zamówienie na kolejną jednostkę LHA-7 (przyszły USS Tripoli) złożono z opóźnieniem, bo dopiero 31 maja 2012 roku. Kontrakt opiewał na kwotę 2,38 mld USD. Oba okręty służą obecnie we Flocie Pacyfiku, stacjonując w Japonii (bazy w Yokosuka i Sasebo). Trzecia jednostka typu America – przyszły USS Bougainville (LHA-8) – budowany jest według nieco zmienionego projektu, oznaczonego jako LHA(R) Flight I. Uwzględnia on przede wszystkim przywrócenie doku (aczkolwiek z ograniczeniami), aby można było wykorzystywać niektóre barki desantowe oraz – przede wszystkim – poduszkowce. Ocenia się, że ostateczny koszt tej jednostki przekroczy kwotę 3,5 mld USD. Okręt znajduje się obecnie w końcowej fazie prac wyposażeniowych. Swoją drogą zostały one znacznie przyśpieszone po napaści Rosji na Ukrainę. Z tego samego powodu pośpiesznie złożono zamówienia na kolejne dwie jednostki: LHA-9 i LHA-10, dla których nazw na razie nie wybrano. One również powstaną według zmodyfikowanego projektu Flight I, stąd dalsza ich klasyfikacja jako LHA będzie siłą rzeczy budzić kontrowersje.

Okręty typu America od strony konstrukcyjnej garściami czerpią z jednostek typu Tarawa oraz LHD typu Wasp, a konkretnie ostatniej jednostki tego typu – USS Makin Island (LHD-8). Mają więc dość konserwatywną budowę, typową dla uniwersalnych okrętów desantowych tej wielkości, z ciągłym pokładem lotniczym o prostokątnym obrysie na całej długości i szerokości. Długość całkowita wynosi 257,3 m a szerokość maksymalna 42,7 m (32,3 m na konstrukcyjnej linii wodnicy). Wyporność lekka wynosi 28 686 t, normalna 41 005 t, a bojowa (pełna) 45 693 tony. Są to więc największe jednostki tej klasy na świecie. Wszystko wskazuje też na to, że przed nimi wiele lat pracowitej służby. Zarówno typ Wasp jak i America klasyfikowane są jako jednostki uniwersalne, gdyż mają wszystko potrzebne do realizacji niemal każdego zadania związanego z uderzeniem z morza na ląd, tudzież wsparcia takich działań. Pewnym istotnym ograniczeniem taktycznym w przypadku typu America jest brak zatapialnego doku z rampą załadunkową, ale należy też pamiętać, że powstanie tych okrętów nie miało na celu zastąpienia jednostek klasy LHD typu Wasp, a raczej wypełnienia luki po wycofaniu z eksploatacji LHA typu Tarawa. Jako ich bezpośredni następcy doskonale wywiązują się ze swoich zadań, mimo iż ich napęd cechuje się awaryjnością i trudną obsługą.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X