• Czwartek, 18 lipca 2024
X

Plany rozbudowy marynarki wojennej w obliczu nadchodzącej wojny

Rok 1936 zapisał się w historii sił zbrojnych II Rzeczypospolitej opracowaniem sześcioletniego kompleksowego planu modernizacji i rozbudowy wszystkich składowych naszej armii. Dokument, wielokrotnie do czasu wojny modyfikowany, powstał w związku z zakładanym szybkim pogorszeniem się sytuacji geopolitycznej w Europie, skutkującym możliwym wybuchem konfliktu zbrojnego.

Założenia planu zmierzały w kierunku wzmocnienia możliwości bojowych wszystkich najważniejszych rodzajów wojsk i służb. Do 1942 r. doposażeniu w nowe uzbrojenie miały ulec dywizje piechoty i brygady kawalerii, czyli podstawowe związki taktyczne sił lądowych, przewidywano wzrost liczebny i rozbudowę struktur broni pancernej. Dla lotnictwa miało powstać szereg nowych i nowoczesnych konstrukcji lotniczych: od myśliwców, przez samoloty bombowe i rozpoznawcze, na łącznikowych kończąc, zwiększona miała być również liczba eskadr bojowych. Nie zapomniano także o flocie, zarówno tej bałtyckiej, jak i tzw. małej na Polesiu, czyli Flotylli Pińskiej, operującej na granicy lądowej ze Związkiem Radzieckim. W tym materiale zajmiemy się jednak tylko polskimi przygotowaniami do wojny na Bałtyku, ponieważ temat rozbudowy Flotylli Pińskiej jest równie obszerny jak ten związany z flotą morską i wymaga odrębnego omówienia.

Kiepski stan wyjściowy

Rozwój morskiego rodzaju sił zbrojnych przebiegał w II Rzeczypospolitej bardzo powoli i był związany nie tyle z systematyczną realizacją długofalowego programu świadomie rozwijającego kolejne zdolności w ramach floty, flotylli, artylerii nadbrzeżnej, lotnictwa morskiego czy jednostek nadbrzeżnych, co raczej możliwościami finansowymi państwa. Kolejne wzmocnienia stanu posiadania pozostawały bardzo silnie uzależnione od wolnych środków w budżecie Ministerstwa Spraw Wojskowych, a także od woli przeznaczenia ich np. na budowę kolejnych okrętów, co z perspektywy wojskowych instytucji centralnych nie było już tak oczywiste. W czerwcu 1929 r. ówczesny generalny inspektor sił zbrojnych marszałek Józef Piłsudski w charakterystyczny dla siebie sposób tak ocenił zbyt przesadne jego zdaniem zapędy Kierownictwa Marynarki Wojennej (KMW) w sprawach rozwoju sił morskich: „Jeżeli w naszej dziwnej modzie megalomanii, wyrażonej w słowach nie mających treści, jeżeli w naszej śmiesznej projektomanii, czyniącej z muchy słonia albo przynajmniej panterę lub tygrysa, mamy mnóstwo kwiatków w naszej armii, to bodaj nieszczęsna nasza marynarka trzyma prym w tych wielkich słowach. Bo gdy myśli są bezbrzeżne, to gdzie ich szukać, jak nie na oceanach. Jest to zdaniem moim główna choroba marynarki, która z tego powodu z trudem daje się naciągnąć do roli składowej części jednolicie pracującej dla obrony państwa. Państwo bowiem nie posiada ani możności, ani jakichkolwiek środków do tego, aby tak drogą prawdę o swojej sile, jak flotę wojenną mogącą być użytą na wszystkich morzach świata, czy kreować, czy zbudować”.

Te kluczowe zdania najważniejszej osoby w państwie nie dawały zbyt wielkiej nadziei na rozwój sił morskich zgodnych z wyrażanymi w różnych dezyderatach z tego okresu oczekiwaniami osób stojących na czele naszej marynarki wojennej. A zamówione i finalnie zbudowane we Francji dwa niszczyciele i trzy okręty podwodne oczywiście nie były jedynymi pozycjami na liście potrzeb marynarki wojennej, ale światowy – a co za tym idzie: krajowy kryzys gospodarczy chwilowo nie pozwalał na powiększenie stanu floty. Poza tym nie tylko ona wymagała na Wybrzeżu znaczących inwestycji od początku lat 30. XX w., z czego zdawali sobie sprawę stojący od 1925 r. na czele KMW kontradm. Jerzy Świrski oraz dowódca Floty kontradm. Józef Unrug. W 1932 r. zakończył się pierwszy etap rozwoju stanu posiadania naszej floty, której trzon stanowiły dopiero co zbudowane w stoczniach francuskich wspomniane dwa niszczyciele (ORP Wicher i ORP Burza) oraz trzy podwodne stawiacze min (ORP Ryś, ORP Żbik i OPR Wilk). Marynarka wojenna miała jeszcze pięć starych poniemieckich torpedowców i dwie równie wiekowe oraz mało już przydatne kanonierki. Po wycofaniu ze służby czterech, także poniemieckich traulerów przejściowo nie było w służbie żadnego okrętu tej klasy, a baseny portu wojennego na Oksywiu zapełniało jeszcze tylko ledwie kilkanaście niewielkich jednostek pomocniczych, nie licząc górującego nad wszystkimi sylwetką, acz bezwartościowego dla ogólnego potencjału bojowego, hulku ORP Bałtyk.

W tym czasie marynarze mieli już do dyspozycji cały czas budujący się port wojenny w Gdyni. Nie była to inwestycja ani łatwa, ani tania. Z wojskowego punktu widzenia starano się podejść do zagadnienia kompleksowo, zdając sobie sprawę, że baza wymaga rozbudowy instalacji obronnych, zwłaszcza w tak niekorzystnym położeniu operacyjno-geograficznym. Budowę portu rozpoczęto w 1925 r., a już po roku gotowe były pierwsze nabrzeża, co pozwoliło przenieść tam komendę portu z Pucka. W kolejnych latach nową bazę morską naszej marynarki wojennej stale powiększano. W końcu teren wokół zdecydowano się zabezpieczyć systemem obrony od strony lądu. Jednak rozbudowa instalacji obronnych w planach rozwojowych marynarki wojennej pojawiła się stosunkowo późno, a inicjatywa wyszła w zasadzie z Kierownictwa Fortyfikacji Sztabu Głównego, dla którego był to po prostu fragment większej całości. Zakup baterii artylerii średniego kalibru, które miały stanowić trzon systemu obronnego, próbowano wpisać do planów zakupów armat dla innych jednostek wojska polskiego, ale na przełomie lat 20. i 30. XX w. nie doszło to do skutku. Zaczątkiem budowy systemu było więc stworzenie pod koniec 1931 r. Kompanii Artylerii Nadbrzeżnej, w której utworzono plutony sformowane na bazie sześciu przejętych armat. Jako pierwsze w latach 1930–1931 na Kępie Oksywskiej ustawiono dwie armaty kal. 100 mm wz. 1891/92 Canet, zdjęte kilka lat wcześniej z obu naszych kanonierek. Zbudowano dla nich odkryte działobitnie, a w skarpie jaru powstały dwa schrony amunicyjne (po jednym na pociski i ładunki miotające). W sformowanej kompanii powstał tym samym I pluton. Później przemianowano go na baterię w składzie Dywizjonu Artylerii Nabrzeżnej, której nadano numer 11, ostatecznie pisany w wariancie „rzymskim” jako XI. Do wojny podległość zmieniła się jeszcze raz i baterię włączono w skład 1. Morskiego Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej.

W 1929 r. KMW zaczęło interesować się możliwością utworzenia baterii artyleryjskich na Półwyspie Helskim. W styczniu 1931 r. wystąpiono do Sztabu Głównego z prośbą o przekazanie w tym celu czterech armat kal. 105 mm, znajdujących się w Instytucie Badań Materiałów Uzbrojenia w Zielonce (obecnie Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia w Warszawie). Były to armaty polowe Schneider kal. 105 mm, dwie wz. 1925/27 (tzw. greckie) i dwie wz. 30 („duńskie”), które podczas badań poligonowych uznano za nieprzydatne dla artylerii lądowej. Szukając szybkiego sposobu dozbrojenia półwyspu, ówczesny szef KMW kontradm. Jerzy Świrski wystąpił ze wspomnianym wnioskiem, argumentując, że „mogą być ustawione, w tym stanie, w jakim są obecnie, tj. na podstawach kołowych, gdyż ich konstrukcja umożliwia osiągnięcie zupełnie wystarczających kątów ostrzałów w kierunkach poziomych. Wobec tego ustawienie tych dział nie wywoła znacznych kosztów i może być wykonane z kredytów na rok 1931/32”. Ostatecznie wiosną armaty wysłano do Gdyni, a stamtąd koleją przetransportowano na półwysep. Ponieważ wcześniej cypel przeznaczono dla baterii średniego, tj. większego kalibru, stanowiska dla armat kal. 105 mm zdecydowano się przygotować wzdłuż brzegu od strony morza. Dla baterii tzw. duńskiej w pobliżu latarni morskiej w Helu, dla baterii tzw. greckiej – kilka kilometrów dalej na zachód, w okolicy latarni Bór. Zaplanowano dla armat także stanowiska dodatkowe, tak aby po zmianie lokalizacji mogły prowadzić ostrzał na Zatokę Pucką. Każda bateria otrzymała po dwie działobitnie i cztery podręczne schrony amunicyjne. Na gotowych stanowiskach armaty ustawiono wiosną 1932 r. Bateria bliżej Helu nosiła finalnie numer XXXII, a druga – XXXIII. Do obrony przed wrogimi samolotami rozbudowywanego portu wojennego na Oksywiu 26 października 1931 r. sformowano 9. Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej. W ciągu następnego roku zbudowano w czterech lokalizacjach osiem stanowisk betonowych wraz z przynależnymi im schronami amunicyjnymi. Na stanowiskach ustawiono armaty przeciwlotnicze kal. 75 mm Schneider wz. 1922/24. Utworzono cztery dwudziałowe baterie: w pobliżu Wąwozu Ostrowickiego, w Redłowie, na wzgórzach na Grabówku i koło ówczesnej wsi Pogórze. 1 marca 1933 r. jednostkę przemianowano na 1. Morski Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej (1. MDAPLot.) i włączono ją organizacyjne w skład morskiego rodzaju sił zbrojnych z podporządkowaniem pod dowódcę Floty.

Kompletując pododdziały lądowej obrony wybrzeża, 31 lipca 1931 r. sformowano Batalion Morski, dyslokowany w Wejherowie. W kwietniu 1933 r. utworzono Dowództwo Obrony Wybrzeża Morskiego, które systematycznie zaczęło otrzymywać w podporządkowanie kolejno tworzone pododdziały, zdejmując ciężar bezpośredniego dowodzenia nimi z dowódcy Floty.Niezwykle istotnym krokiem w budowaniu skutecznej osłony Wybrzeża od strony lądu stała się decyzja o ulokowaniu na cyplu półwyspu baterii artylerii średniego kalibru. Wielkim orędownikiem jej utworzenia był szef Artylerii i Służby Uzbrojenia Kierownictwa MW kmdr ppor. Heliodor Laskowski, który uznając francuskie oferty za przestarzałe, zaprosił do przetargu szwedzkiego Boforsa, co zapoczątkowało współpracę z tym producentem w całych siłach zbrojnych, a marynarka wojenna szczególnie miała w przyszłości polegać głównie na produktach tego bałtyckiego sąsiada. Po prawie roku negocjacji umowę na dostawę czterech armat kal. 152,4 mm wz. 35 wraz z zapasem amunicji zawarto 30 grudnia 1933 r. Baterię utworzono 27 lutego 1934 r. i początkowo otrzymała nr 1., a finalnie – XXXI. W czerwcu i wrześniu 1935 r. zamówione armaty dotarły do Gdyni, a następnie na półwysep, gdzie je zamontowano na czterech żelbetonowych stanowiskach łączących działobitnie i magazyn amunicji zabudowany w dolnej kondygnacji.

W tym samym czasie tworzono od podstaw obronę przeciwlotniczą półwyspu. W październiku 1935 r. sformowano 2. MDAPlot., w którego składzie znalazły się trzy baterie, każda z dwoma armatami kal. 75 mm Schneider wz. 1922/24. Armaty ustawiono na żelbetonowych stanowiskach z magazynami amunicji w niższej kondygnacji. Podjęto decyzję, aby 21. baterię zlokalizować w rejonie cypla, 22. baterię – na zachód od portu wojennego, a 23. baterię – w pobliżu dawnej wsi Bór.

Pojawienie się baterii artylerii nadbrzeżnej i przeciwlotniczej na półwyspie było związane także z początkiem istnienia w Helu drugiego polskiego portu wojennego. Jego zbudowanie planowano w Sztabie Generalnym (od 1928 r. przemianowanym na Główny) WP już w latach 1926–1927, gdyż lokalizację bazy głównej floty w Gdyni uważano za złą ze względu na bliskie sąsiedztwo Gdańska. Prace ruszyły jednak dopiero w październiku 1931 r. Wiosną 1934 r. renegocjowano warunki finansowe rozbudowy, a prace trwały do wybuchu wojny. Obejmowały one najpierw pogłębienie obszaru portu do 8 m, budowę falochronów z nabrzeżami basenu portowego oraz niezbędne inwestycje zapewniające sprawne funkcjonowanie bazy. Wśród tych ostatnich trzeba wymienić doprowadzenie do portu linii kolejowej, zbudowanie elektrowni, magazynów amunicyjnych oraz zbiorników paliwa z podziemnymi rurociągami. Docelowo w pobliżu helskiej bazy miał także zostać ulokowany Morski Dywizjon Lotniczy (MDLot.). Niestety ta stacjonująca w Pucku jednostka na przełomie lat 20. i 30. XX w. (zaledwie niecałą dekadę od powstania) znajdowała się w głębokim kryzysie. Zalążek lotnictwa morskiego sformowano jeszcze w 1920 r., gdy na zagospodarowanym poniemieckim terenie w Pucku w ramach 1. Batalionu Morskiego powstał pluton lotniczy. Pierwszy lot wodnosamolotem FF.33h, jedną ze znalezionych i wyremontowanych maszyn, wykonano 15 lipca 1920 r. W 1923 r. rozrastający się pododdział przemianowano na wspomniany MDLot., który jednak dopiero 9 grudnia 1932 r. formalnie włączono w skład marynarki wojennej. W tym czasie stan wyposażenia dywizjonu był wręcz tragiczny. Inspekcja Sztabu Głównego z Warszawy stwierdziła, że dywizjon „jako jednostka lotnicza faktycznie istnieć przestał”. Wiązało się to z niemal całkowitym wyeksploatowaniem kupowanych w latach 1924–1927 wodnosamolotów.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X