• Czwartek, 8 grudnia 2022
X

Polskie niszczyciele na Morzu Śródziemnym w latach 1940-1944

Polskie okręty do działań bojowych na Morzu Śródziemnym wchodziły stopniowo od 1940 r. Najpierw pojedynczo, później zazwyczaj w liczbie kilku jednostek, ale do 1944 r. niszczyciele i okręty podwodne PMW były na tym obszarze zawsze obecne, wyjątkowo skutecznie walcząc z okrętami floty niemieckiej i włoskiej oraz ich lotnictwem. Z Morzem Śródziemnym polscy marynarze zetknęli się krótko na początku II wojny światowej, gdy niszczyciel ORP Błyskawica eskortował z Liverpoolu brytyjski transportowiec z zaopatrzeniem wojennym dla walczącej jeszcze Polski (planowano rejs przez Morze Śródziemne ku Morzu Czarnemu i Rumunii). Ostatecznie plan został przerwany przez Brytyjczyków w Gibraltarze 22 września 1939 r., bo nie było już szansy, by pomoc dotarła na czas. Po nieudanej misji Błyskawica powróciła do Wielkiej Brytanii.

Akwen nabrał szczególnego znaczenia w drugiej połowie 1940 r., gdy po napaści wojsk niemieckich została pokonana Francja, a do wojny na lądzie, wodzie i w powietrzu u boku III Rzeszy przystąpiły Włochy. Od pierwszych miesięcy konfliktu przez Cieśninę Gibraltarską wiodły szlaki zaopatrzeniowe frachtowców i zbiornikowców ku Egiptowi, Kanałowi Sueskiemu oraz obszarom Bliskiego i Środkowego Wschodu (gdzie znajdowały się cenne roponośne złoża), a nawet dalej – ku Oceanowi Indyjskiemu. Opanowanie tych obszarów przez Berlin i Rzym miałoby dla aliantów w trakcie wojny tragiczne następstwa. Malta była najważniejszym punktem oporu ich sił na Morzu Śródziemnym, stanowiąc wysuniętą bazę dla okrętów i lotnictwa, które mogły zagrozić zaopatrywaniu przez państwa Osi wojsk w Afryce Północnej.

W ramach umowy morskiej i protokołu międzyrządowego Polski i Wielkiej Brytanii z 18 listopada 1939 r. Royal Navy wyraziła zgodę na wypożyczenie PMW okrętów. Kilka tygodni później – 20 stycznia 1940 r. – adm. sir Dudley Pound, Pierwszy Lord Morski i szef Sztabu Royal Navy, w rozmowie z kontradm. Jerzym Świrskim, szefem KMW w Londynie, obiecał przydzielić pierwszy niszczyciel, a w niedalekiej przyszłości kolejne dwa okręty tej samej klasy. 3 maja 1940 r. w Valletcie podniesiono polską banderę na okręcie o nazwie Garland, który wchodził nominalnie w skład zespołu Floty Śródziemnomorskiej, ale od 11 października 1939 r. znajdował się w remoncie w stoczni na Malcie. Był to niszczyciel zupełnie inny od tych znanych naszym marynarzom, dlatego przeszkolenie i należyte zaznajomienie się ze sprzętem musiało potrwać nieco dłużej. I chociaż nazajutrz po uroczystościach okręt po raz pierwszy wyszedł w morze, to remont przeciągnął się do końca tego miesiąca. 16 maja Garland w towarzystwie krążownika Calypso, który stanowił eskortę dla niegotowego do służby niszczyciela, wyszedł do Aleksandrii w Egipcie, gdzie maltańscy specjaliści przez kolejne dni usuwali ostatnie usterki i dokonywali szybkich napraw w centrali i maszynowni. Zapewne szkolenie załogi Garlanda przebiegałoby prościej i szybciej, gdyby na okręcie pozostało przynajmniej kilku członków dotychczasowej brytyjskiej załogi, aby przekazać swoją fachową wiedzę nowej załodze. O to jednak nikt się nie postarał i miało to nieprzewidziane konsekwencje z powodu poważnego problemu technicznego, z którym długo nie można się było uporać. Wyjściom w morze okrętu towarzyszyły niekończące się kłopoty z systemem kierowania ogniem. Na Garlandzie polscy artylerzyści po raz pierwszy mieli styczność z dalocelownikiem, ale problemy sprawiał przede wszystkim konżugator – mechaniczne urządzenie wypracowujące dane do strzelań po wprowadzeniu danych o celu (kąt, odległość, prędkość, oraz uwarunkowania meteorologiczne związane z nastawieniem celownika, odchyleniem toru pocisku itd.). Trudności z artylerią sprawiły, że jeszcze w pierwszych dniach czerwca Garland nie był całkowicie sprawny do pełnienia służby, choć formalnie 9 czerwca zakończono szkolenie załogi i odbyto rejsy ćwiczebne ze strzelaniami włącznie.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X