• Sobota, 18 maja 2024
X

Balonowce – pierwsze amerykańskie okręty lotnicze

Gdy mowa o pierwszych lotniskowcach, przychodzą na myśl takie okręty, jak brytyjski Hermes, japoński Hosho czy amerykański Langley. Zbudowane po zakończeniu I wojny światowej, stanowiły skromną zapowiedź potencjału lotnictwa pokładowego. Tymczasem już podczas wojny secesyjnej obie strony użyły jednostek przeznaczonych do transportowania i użycia ówczesnego odpowiednika sił powietrznych – balonów.

W latach 1861-1865 nie w pełni wykorzystano możliwości zapewniane przez rozpoznanie z powietrza, jednakże balonów użyto wielokrotnie do rozpoznawania pozycji nieprzyjaciela, a nawet korygowania ognia artylerii. Do wykonania tych zadań wznosiły się one także z pokładów jednostek, których nazwanie lotniskowcami bez zastosowania cudzysłowu byłoby niewątpliwie nadużyciem, stąd zastosowanie terminu „balonowce”.

Prekursorzy

Zainteresowanie wykorzystaniem balonu na wojnie w Stanach Zjednoczonych sięga samych narodzin tego wynalazku. Jeden z „ojców założycieli”, Benjamin Franklin, pełniąc funkcję ambasadora we Francji, był w Paryżu naocznym świadkiem pierwszego udanego lotu balonu na rozgrzane powietrze w dniu 27 sierpnia 1783 r. Gdy doszły go wieści o pierwszym locie załogowym, do jakiego doszło trzy miesiące później, Franklin uznał balon za przełomowy wynalazek, który zmieni oblicze wojny, a właściwie położy jej kres. Uważał bowiem, że żaden monarcha nie zdecyduje się na rozpętanie konfliktu zbrojnego, jeśli będzie musiał się liczyć z ryzykiem desantu z powietrza.

Praktyczniej podchodzący do nowego wynalazku entuzjaści przewidywali, że balony przydadzą się bardziej do rozpoznania – i w takiej roli doczekały się pierwszego zastosowania wojennego. W 1794 r. Francuzi wykorzystali rozpoznanie z powietrza w bitwie z Austriakami pod Fleurus, a cztery lata później formacje balonowe towarzyszyły Napoleonowi w wyprawie do Egiptu. Balony obserwacyjne pojawiały się także podczas wojny krymskiej i wojny włoskiej w 1859 r.

Choć już wcześniej pewien anonimowy brytyjski pomysłodawca proponował użycie balonów do zwalczania floty francuskiej, to palma pierwszeństwa w bojowym użyciu tych aerostatów na morzu należy się Austriakom i ich oficerowi artylerii oraz wynalazcy, Franzowi von Uchatiusowi. Podczas oblężenia Wenecji w lipcu 1849 r. wysłano ok. 200 papierowych balonów, uzbrojonych w 24- i 30-funtowe bomby z zapalnikiem czasowym. Część z nich wystartowała z bocznokołowego parowca SMS Volcano, który w ten sposób stał się pierwszym użytym bojowo okrętem lotniczym. Skuteczność nalotów była znikoma – jedna z bomb na pewno eksplodowała nad miastem, większość jednak nie trafiła w cel, a niektóre wiatr zagnał ku pozycjom wojsk austriackich i Volcano.

Podobnie jak w Europie, baloniarstwo w Stanach Zjednoczonych w przededniu wojny secesyjnej miało w sobie po trosze coś ze sportu, show-biznesu, ryzykownej inwestycji finansowej i – w najmniejszym chyba stopniu – nauki. Entuzjastów statków powietrznych fascynowała głównie możliwość ich użycia do ustanowienia komunikacji przez Atlantyk.

Jednakże dwukrotnie – podczas wojny z Seminolami oraz w dobie konfliktu z Meksykiem – pojawiły się koncepcje użycia balonów na wojnie. Ich autorem był jeden z pionierów baloniarstwa na kontynencie północnoamerykańskim, John Wise. W pierwszym przypadku balony miały posłużyć do wykrywania i tropienia grup indiańskich wojowników wśród bagnisk Florydy. Drugi był związany z problemem, przed jakim stanęła US Navy. Amerykanie zamierzali zająć miasto Vera Cruz, by stamtąd ruszyć na stolicę Meksyku, jednak portu broniła od strony morza potężna twierdza San Juan de Ulúa. Okręty nie mogły podejść do niej na dystans skutecznego ognia artyleryjskiego z powodu raf koralowych i niebezpiecznych brzegów. Wise zaproponował użycie balonu o średnicy 100 ft, zdolnego przenieść 18 000 funtów granatów i „torped”, by zrzucić je i uciszyć baterie obrońców. Obie te koncepcje nie doczekały się jednak realizacji, choć Wise teoretyzował także o użyciu balonu do zadań łącznościowych.

Nic więc dziwnego, że gdy tylko wybuchła wojna domowa, Wise udał się do Waszyngtonu z projektem użycia aerostatów przez wojsko. Nie zdołał uzyskać audiencji u sekretarza wojny, lecz przychylnie przyjął go głównodowodzący armii Stanów Zjednoczonych, gen. por. Winfield Scott. 19 lipca 1861 r. polecił on Wise’owi napełnić balon w waszyngtońskiej gazowni i wraz z wozem, do którego przymocowany był aerostat, oraz eskortą piechoty pospieszyć ku Centreville, gdzie lada chwila miało dojść do bitwy z konfederatami. Wtedy właśnie wyszła na jaw największa słabość tego rodzaju statku powietrznego. Rozpoczęty rankiem 21 lipca marsz z holowanym na niskim pułapie balonem opóźniały kanały, linie telegraficzne, lasy i strumienie. Gdy w południe dało się usłyszeć dobiegające spod Manassas odgłosy kanonady artyleryjskiej i palby karabinowej, popędzono muły kłusem. Pośpiech ten okazał się zgubny, gdyż rozkołysany gwałtownie balon zawadził o gałęzie drzew i powłoka uległa uszkodzeniu. Wise zawrócił do Waszyngtonu, gdzie zamierzał dokonać napraw i ponownie napełnić czaszę. Zanim zdołał to uczynić, bitwa dobiegła końca.

Nie minęło wiele czasu, a dwaj praktyczni aeronauci uznali, że znacznie łatwiej byłoby transportować zarówno sam statek powietrzny, jak i aparaturę potrzebną do jego działania drogą wodną.

John LaMountain, Fanny i Adriatic

Niewiele wiadomo o życiu Johna LaMountaina, zanim zajął się baloniarstwem. Na pewno był samoukiem, na barkach którego, po wczesnej śmierci ojca, spoczęło utrzymanie rodziny, podjął więc służbę w marynarce handlowej. Krótko przed wojną secesyjną zasłynął ze śmiałego planu przelotu nad Atlantykiem w balonie o średnicy 50 ft, zaopatrzonym oprócz wiklinowego kosza w lekką drewnianą łódź ratunkową. Szumnie nazwana Transatlantycka Spółka Balonowa, której był współzałożycielem, miała czerpać zyski z transportu pasażerów i poczty. 1 lipca 1859 r. LaMountain i Wise podjęli próbę dotarcia z Ameryki Północnej do Europy w balonie Atlantic. Start nastąpił w St. Louis, po czym wiatry pognały Atlantic na wschód, aż dostał się w burzę nad jeziorem Ontario i rozbił na terenie stanu Nowy Jork. Aeronauci szczęśliwie ocaleli, a choć ich wyprawa zakończyła się daleko od celu, ustanowili długo niepobity rekord przelotu balonem: 1150 mil w niecałe 20 godzin.

Dwa lata później LaMountain poszedł w ślady Wise’a i pospieszył do Waszyngtonu, marząc o zdobyciu posady naczelnego aeronauty armii Unii. W maju 1861 r. dwukrotnie zaproponował Departamentowi Wojny swoje usługi, lecz spotkał się z odmową, mimo że 25 czerwca dokonał pierwszego rozpoznania balonowego przeprowadzonego w czasie tej wojny. Niezrażony niepowodzeniem, nawiązał kontakt z generałem Benjaminem F. Butlerem, który dowodził garnizonem Fortu Monroe na Półwyspie Wirginia. 5 czerwca Butler przyjął LaMountaina na służbę w charakterze cywilnego obserwatora powietrznego. Znamienne, że Butler – w cywilu prawnik i członek Izby Reprezentantów ze stanu Massachusetts – był generałem z nadania politycznego, bez wykształcenia wojskowego. Słynął z uporu, kłótliwości i nieliczenia się z opiniami innych, a przy tym obcy był mu konserwatyzm cechujący oficerów zawodowych.

23 lipca aeronauta przybył do Fortu Monroe wraz ze swoimi dwoma balonami, w tym słynnym Atlantic.Już dwa dni późniejdokonał pierwszego rozpoznania nad wodami Hampton Roads, lecz silne wiatry uniemożliwiły mu osiągnięcie odpowiedniego pułapu. Wkrótce, przy bardziej sprzyjającej pogodzie, osiągnął 1400 ft.

Prawdopodobnie z inicjatywy samego LaMountaina kolejna misja rozpoznawcza miała pionierski charakter. 3 sierpnia aeronauta napełnił Atlantic, po czym załadował go na pokład pozyskanego w tym celu śrubowego, żelaznokadłubowego holownika Fanny. Była to jednostka używana przez armię, lecz dowodzona przez oficera US NavyGdy holownik rzucił kotwicę, a Atlantic został przycumowany do wciągarki na rufie Fanny, LaMountain dwukrotnie wzniósł się na wysokość ponad 2000 ft i zaobserwował konfederatów montujących ciężkie działa baterii na Sewell’s Point. W ten sposób LaMountain dokonał pierwszego udokumentowanego wzniesienia się załogowego balonu z pokładu okrętu.

Najwyraźniej rozwiązanie uznano za dobre i obiecujące, gdyż siedem dni później LaMountain zastosował je ponownie. Tym razem wykorzystał Adriatic – niewiele większy od łodzi rybackiej (jak ujął to cytowany także poniżej dziennikarz) holownik z Filadelfii. Jeszcze zanim jednostka ta została wykorzystana przez aeronautę, testowano na niej inną nowinkę technologiczną. W czerwcu 1861 r., wyposażony w projektor światła wapiennego (światła Drummonda), skonstruowany przez profesora Roberta Granta Adriatic podszedł w nocy na odległość 1,5 mili od konfederackich baterii nadbrzeżnych, kolejno na Pig’s Point, Craney Island i Sewell’s Point, kierując na nie strumień światła i wzbudzając panikę wśród załóg tych fortyfikacji.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X