• Piątek, 17 maja 2024
X

Midrange z Team Grey Accuracy

Różne są szkolenia strzeleckie – sportowe, obronne, statyczne, dynamiczne, taktyczne, komandoskie… dla każdego coś miłego, wedle potrzeb i uznania. Lubię różne, ale bardzo lubię strzelania MidRange, zwłaszcza prowadzone przez Jarka Walczuka z Team Grey Accuracy.

To już bodaj trzecie szkolenie z Jarkiem, które zaliczyłem – w sumie, to dla mnie są to bardziej warsztaty, niż szkolenie, bo po prostu za każdym razem jest to dla mnie przypomnienie i sprawdzian nabytych umiejętności, ale także zawsze coś nowego w oko i ucho wpadnie.

Jarek „umie w midrange”, a do tego także w metodykę i dydaktykę, jest sympatyczny, no i znamy się kilka lat, więc każdorazowo czuję się na tych warsztatach po prostu dobrze. No ale nie dla samopoczucia chodzi się i płaci za takie szkolenia, bo idzie się tam po wiedzę i umiejętności oraz bazę do tzw. samodoskonalenia.

I w to Jarek także umie, bo wszystkie trzy edycje były przygotowane tak samo dobrze, poczynając od zapisu, a na ostatnim uścisku dłoni kończąc. Już w samym formularzu zgłoszeniowym uczestnik podaje model swojej broni, oraz celownika/lunety. Po co? Ano po to, że jak już szkolenie się zacznie, to prowadzący ma przygotowane dla każdego uczestnika wydruki kart szkoleniowych dla konkretnego zestawu, gdzie można wpisać wszystkie dane szczegółowe broni, amunicji i optyki: typ, długość lufy, skok gwintu, markę amunicji, wagomiar, prędkość wylotową, wysokość osi optycznej celownika nad osią lufy, przybliżenie czy rodzaj krzyża celowniczego. Poniżej jest tabela balistyczna z podanymi dystansami oraz miejscami na wpisanie opadu pocisku w mrad, cm oraz MOA. Całość jest uzupełniona zobrazowaniem ustawienia siatki celowniczej przy strzelaniu do celu poruszającego się na różne odległości. Kompleksowo.

Na początek zajęć – teoria. Co będziemy robić, jak i ile czasu. Następnie informacje o zerowaniu broni oraz zwizualizowanie tego, ja działają poszczególne „zera” w zależności od odległości, ze szczegółowym wyjaśnieniem wad i zalet każdego sposobu.

Zajęcia praktyczne zaczynają się od ustawie zera na 50 m, po czym następuje weryfikacja zerowania i przejście na 100 m. Na obu tych dystansach strzela się do papierowych tarcz, a wyniki każdego uczestnika są omawiane szczegółowo przy tarczach przez Jarka. Dzięki temu strzelec wie, co i dlaczego robi, uczy się swojego celownika i przyswaja wiadomości dotyczące balistyki pocisku o poszczególnych nastaw czy sposobu zerowania broni.

Kolejny etap to już odległości 200 i 300 m, ze strzelaniem do gongów. Jarek zapewnił  zestaw gongów 40, 30, 20 i 10 cm dla każdej pary uczestników, a było ich w sumie osiem, więc grubo. Dlaczego pary? Bo na 200 i 300 m strzelaliśmy już ze spotterem, który pomagał wstrzelić się w cel.

Ukoronowaniem zajęć było strzelanie z 300 m do gongów, ale z wykorzystaniem różnych przeszkód i z postaw wymuszonych. To była lekcja pokory, bo po komfortowych warunkach strzelania statycznego okazało się, że postawy wymuszone to już inny poziom trudności i „łatwiej już było”.

Reasumując – kapitalne szkolenie, dające mnóstwo wiedzy i satysfakcji oraz podstawy do samodzielnego treningu.

Poza tym takie warsztaty to doskonała okazja do sprawdzenia i zweryfikowania swojego zestawu strzeleckiego oraz wyposażenia dodatkowego. Ja miałem ze sobą karabinek PWS Mk111 Mod2M z lufą o długości 11,85” z celownikiem pryzmatycznym ACOG 4×32 z siatką z krzyżem, podparty na dwójnogu Fortmeier. Zestaw naprawdę spisywał się świetnie, tym bardziej, że karabinek wyposażony był w hamulec wylotowy B&T oraz buffer hydrauliczny KynSHOT (opisany w tym numerze naszego magazynu). Wnioski ze szkolenia są dośc proste – karabinek i dwójnóg nie wymagają żadnych interwencji, w sumie ACOG także nie, ale trzeba pamiętać o korzeniach tej optyki. Ona została stworzona jako celownik wojskowy, mający umożliwić porażenie z karabinka celu wielkości popiersia/sylwetki na odległości do 500 m, a nie do precyzyjnego strzelania. Widać to było na 300 m, bo na tej odległości powtarzalne trafianie gonga 30 i 20 cm nie było żadnym wyzwaniem, ale trafienie gona o średnicy 10 cm to już był wyczyn. Oczywiście się udało, dzięki spotterowi, ale na tej odległości przecięcie krzyża siatki celownika po prostu zasłania tak mały cel. Dla wyjaśnienia – mój spotter (Regdorn z WMASG), kiedy zaamieniliśmy się rolami, znacznie łatwiej trafiał w 10-centymetrowego gonga strzelając z karabinka HK MR223 z lufą o długości 10,5”, ale za to wyposażonego w lunetę NightForce 1-8. Niestety, na tym dystansie i powiększenie lunety i jej siatka celownicza dawały kolosalną przewagę nad świetnym ACOG, który jest przeznaczony do innego strzelania. Na kolejne szkolenie mam plan zabrać Grota, na którym znowu postawiłem biegówkę EOTech Vudu 11-6.

Poleam wszystkim tego typu szkolenia, choć nie są tak dynamiczne, jak CQB czy inne szkolenia „komandoskie” (które też lubię), ale dają również górę zabawy i satysfakcji. Zwłaszcza przy takim prowadzącym. Ludzie potrafią to docenić, bo wspomniany Regdorm do Marynina przyjęchał specjalnie z Krakowa. Warto.

Reklama

Najnowsze czasopisma

Zobacz wszystkie
X
Facebook
Twitter
X

Dołącz do nas

X